EVS – silniejszy od narkotyku

Ludziom towarzyszy cała masa uzależnień – alkohol, papierosy, zakupy… Niektórzy jednak uzależnieni są od czegoś zupełnie innego: bezustannego podróżowania, poznawania nowych ludzi, smakowania życia. Narkotyk ten nazywa się Wolontariatem Europejskim i niejeden uzależnił się od niego już po pierwszym zażyciu!

W EVS-ie można wziąć udział tylko raz w życiu, jednak nie jest to jedyny program europejski, w ramach którego można spędzić niezapomniany czas za granicą w charakterze wolontariusza. Tymczasem poznaj ludzi, którzy swoją przygodę już przeżyli, ale mogą do niej powracać z przyjemnością wiele razy.

Guerilla activities w zacisznej Portugalii

Wiola Starczewska nie zastanawiała się długo nad wyborem docelowego miejsca swojej wyprawy. Gdy zobaczyła otwarty nabór na wolontariusza w Agora Aveiro, szybko złożyła swoją aplikację. Po kilku dniach została zakwalifikowana do programu, a już niecałe dwa tygodnie później wylądowała na lotnisku w portugalskim Porto. Do Aveiro, uroczej nadmorskiej miejscowości na północy kraju, pozostało jej zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Po przyjeździe na miejsce nie miała zbyt wiele czasu na aklimatyzację – pierwsze wyzwania już czekały.

Guerilla” w języku portugalskim oznacza dosłownie partyzanta, a w kontekście działań prowadzonych przez Agorę różnorodne eventy, zwykle całkowicie niespodziewanie. Wiola musiała wczuć się w rolę organizatora praktycznie natychmiast. 14 lutego zbliżał się nieubłaganie, a Walentynki na gorącym Południu to prawdziwa okazja do świętowania. Nie można było zmarnować takiej okazji na rozpoczęcie z przytupem półrocznej działalności – stąd wzięła się akcja Valentino. Wiola oraz trzy inne wolontariuszki z Chorwacji i Łotwy przygotowały specjalne Kissing Spots. Tak opisuje ona całą akcję na swoim blogu:

Na kilku przypadkowych ścianach namalowałyśmy napisy: „Agora beija-me” i „Agora-abraça-me” („Teraz pocałuj mnie” i „Teraz przytul mnie”). Tego samego wieczoru, a był to dokładnie 14 lutego, poprosiłyśmy barmanów w kilku lokalach w Aveiro o dodawanie do drinków naszych słomek. Miały przyczepione karteczki z różnymi napisami: „Agora pede-lhe a dançar”, „Agora beija-o” („Teraz zaproś go do tańca”, „Teraz pocałuj go”, wciąż trzymając się konwencji z „Agora…” i dodając logo Agora Aveiro). Ludzie mieli z tymi karteczkami niezłą zabawę, a my siedziałyśmy przy barze i obserwowałyśmy ich reakcje, mając nadzieję, że kiedyś ktoś z nich usłyszy jeszcze o Agora Aveiro.

Akcja okazała się wielkim sukcesem – z czasem zainteresowały się nią lokalne media, a po nich ogólnokrajowa telewizja informacyjna SIC. Sama akcja zaplanowana została na jeden dzień, ostatecznie trwała aż do kwietnia – ściany upiększone graffiti były świetnym tłem do pamiątkowych, jedynych w swoim rodzaju zdjęć.

W beczce miodu łyżka dziegciu

Wolontariat to nie tylko pochwały i sukcesy – zdarzają się porażki, nawet podczas tych inicjatyw, które wydają się najlepiej zaplanowane. Tak było w przypadku Clothes Swap Party, podczas którego każdy chętny mógł zostawić niepotrzebne mu już części własnej garderoby i w zamian wybrać któreś z tych pozostawionych przez innych uczestników. Akcja została znacznie lepiej zaplanowana niż Valentinoogłoszono ją z wyprzedzeniem i doczekała się nawet profesjonalnego plakatu. Mieszkańcy Aveiro nie wykazali jednak żadnego zainteresowania. Prawie nikt nie przyszedł. Oprócz naszej pani profesor od portugalskiego i właścicielki kawiarni Biscoito, w której miała miejsce nasza porażka – wspomina Wiola w swojej relacji. EVS udowadnia, że najlepsze skutki przynoszą najbardziej spontaniczne działania

Wypożycz człowieka

Human Library początkowo spędzał młodym wolontariuszkom sen z powiek – nie miały pojęcia, czy na tyle śmiała inicjatywa, mająca za główny cel walkę ze stereotypami, przyjmie się pośród stosunkowo konserwatywnej społeczności Aveiro. Projekt ostatecznie odniósł sukces. Jego ideę Wiola opisuje następująco: Działa jak każda inna biblioteka, tylko że zamiast książek wypożyczamy ludzi. Możemy przeglądać tytuły, czytać wstępy, oglądać okładki. Kiedy dokonamy wyboru, możemy usiąść z naszą książką i słuchać historii. W Human Library można się było spotkać zarówno z opowieściami o stereotypach, jak i nietypowych pasjach czy życiu pod prąd – niczym w ciekawych powieściach.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o wolontariacie w słonecznej i ciepłej nawet w środku zimy Aveirze, warto zajrzeć na bloga Wioli Starczewskiej: http://starczewska.com/category/portugalia-aveiro/

„Baku? A po co tam?”

Na twarzy pracownika niemieckiego lotniska we Frankfurcie nad Menem pojawiło się zaskoczenie. Stojący naprzeciwko Leszek Pędzisz wyjaśnił mu, że chodzi o wolontariat. Postanowił udowodnić, że EVS można odbyć w znacznie mniej popularnych krajach niż Hiszpania, Włochy czy Francja. Jako kierunek podróży wybrał Azerbejdżan. Na swoim blogu krótko wyjaśnia wybór miejsca: Region ten w jakiś szczególny sposób mnie fascynował i już dawno temu przyrzekłem sobie, że kiedyś tam trafię. Po kilku godzinach podróży dotknął płyty lotniska w Baku. Pierwsze spotkanie z azerską rzeczywistością odbył jeszcze w sali przylotów. Wszechobecny dym papierosowy nikogo nie zaskakiwał – Leszek dowiedział się znacznie później, że kwestię palenia w miejscach publicznych załatwiono tzw. metodą filarową – przy jednych filarach można palić, przy innych jest to zabronione, a status niektórych pozostaje nieokreślony… Leniwa atmosfera nie trwa jednak wiecznie: Mijają kolejne minuty, aż pewna Azerbejdżanka starająca się o wizy dla rodziny wszczyna awanturę. Zaczyna krzyczeć na jednego z urzędników, a ten oczywiście nie pozostaje jej dłużny. Momentalnie akcja nabiera tempa – jeden po drugim, prawdopodobnie wyczuwając okazję do pokrzyczenia sobie, pojawiają się kolejni urzędnicy i już za chwilę wszyscy razem z wielkim entuzjazmem na siebie krzyczą. Skłonność do zbiorowego wyładowywania emocji można chyba zakwalifikować jako jedną z azerskich cech narodowych.

Świecka plama na muzułmańskiej mapie

Azerbejdżan, a w szczególności Baku, sprawia wrażenie, jakby został wyrwany z europejskiego gruntu i przeniesiony kilkaset kilometrów na wschód. Chociaż 95% mieszkańców państwa deklaruje się jako muzułmanie, prawa szariatu zdają się tutaj nie obowiązywać – kobiety noszą swobodne, lekkie stroje, nie słychać muezzinów, nawołujących z minaretów do modlitw, nikt nie ma nic przeciwko piciu alkoholu i spożywaniu wieprzowiny. Szokujący kontrast w porównaniu z rozciągającym się kilkaset kilometrów dalej Iranem, w którym prawo państwowe zrównało się z religijnym.

Dzięki stosunkowo dużej swobodzie obyczajowej, a także przyjacielskości i otwartości Azerów, Leszkowi udało się dosyć szybko zaaklimatyzować w nowym miejscu. Stanęło przed nim dość trudne wyzwanie, w organizacji, do której trafił Young Azerbaijani Friends of Europe, miał za zadanie pracować z azerską młodzieżą, która padła ofiarą przesiedleń wewnętrznych z terenów objętych wojną o Górski Karabach między Azerbejdżanem a Armenią. Wielu z tych ludzi straciło dobytek, a w nowym miejscu zamieszkania nie potrafiło znaleźć jakiegokolwiek źródła zarobku – byli skazani na funkcjonowanie w ciasnych i niewygodnych lokalach socjalnych. Darmowa edukacja miała otworzyć młodym ludziom szansę na zdobycie kwalifikacji zawodowych lub nawet wyższego wykształcenia.

Leszek nie był jedynym nauczycielem-amatorem, który znalazł się w Baku. Wspomagali go m.in. Fouzi z Francji oraz Kirsty z Wielkiej Brytanii. Za pomocą dostępnych środków starali się stworzyć przynajmniej namiastkę prawdziwej szkoły. Przygotowali tygodniowy plan zajęć, a następnie zajęli się nauczaniem. Zmagali się z wieloma trudnościami – choćby z bardzo zróżnicowanym poziomem wykształcenia dzieci biorących udział w projekcie. Niektóre trzeba było dopiero nauczyć alfabetu, a inne przede wszystkim pragnęły nauczyć się mówić po angielsku. Angielski to w Azerbejdżanie przepustka do dalszej edukacji i zdobycia dobrego zawodu

Przygoda za Kaukazem

Wolontariat w Azerbejdżanie był także świetną okazją do zwiedzenia całej rozległej okolicy, raczej niezbyt często odwiedzanej przez Europejczyków. Ponad tydzień trwała wyprawa Leszka do położonego tuż Azerbejdżanu Iranu. Podczas podróży natknął się na wiele ciekawostek, jednak tym, co najbardziej go zaskoczyło, była wizyta w jednej z teherańskich restauracji, w których wszystkie okna zostały szczelnie zaklejone gazetami. Dlaczego? W okresie ramadanu wyznawcy islamu powinni powstrzymywać się od spożywania pokarmów w ciągu dnia. Okazuje się jednak, że w takich cichych i odciętych od świata enklawach Allah nie śledzi już poczynań swoich wyznawców. Leszek spodziewał się zastać tam kilku europejskich turystów, oddzielonych od muzułmanów, by ci ostatni nie musieli patrzeć na popełniany przez przybyszy grzech. Tymczasem w jadłodajni trudno było znaleźć wolne miejsca – Irańczycy z lubością zajadali się amerykańskimi hamburgerami i popijali Parsi-Colą, odpowiednikiem amerykańskiej Coca-Coli. Obrazek ten uświadamia rozdźwięk między rzeczywistym stosunkiem wielu ludzi do islamu a tym, w jaki sposób chciałoby go promować państwo wyznaniowe. Pomimo szczerych chęci władz, nie udało się także wyeliminować z życia publicznego języka angielskiego. Większość nazw placów, ulic, stacji metra w Teheranie posiada swoje angielskie transkrypcje, ponadto angielskie napisy występują w wielu reklamach. Młodzi Irańczycy w większości świetnie posługują się angielskim, a kierunki związane z nauczaniem angielskiego i literaturą angielską święcą niebywałe sukcesy, jak na państwo oficjalnie negujące dorobek kulturowy Zachodu.

Choinka w Baku?

Tutejsze zwyczaje świąteczne mogłyby stanowić temat na całkiem niewąską rozprawę naukową z dziedziny antropologii kulturowej. W Azerbejdżanie mamy bowiem do czynienia z mamałygą kulturową na niespotykaną wręcz skalę. relacjonuje Leszek na swoim blogu. Okazuje się, że Boże Narodzenie w Azerbejdżanie jest obchodzone przez większość mieszkańców i to z niemałym przytupem. Co ciekawe jednak, obchody nie przypadają 24, lecz 31 grudnia. Azerowie też w żaden sposób nie kojarzą Bożego Narodzenia z narodzinami Jezusa Chrystusa. Nie potrafią określić, skąd przyszedł ten zwyczaj – stwierdzają, że Gwiazdka po prostu jest. I już. Wydawać by się mogło, że świętowanie Bożego Narodzenia w kraju muzułmańskim jest dość nietypowemimo to Azerowie co roku wpadają w szał świątecznych przygotowań. Tak jak w Europie stroi się tutaj choinki i przygotowuje wigilijną wieczerzę, przypadającą jednak na Sylwestra. Także tutaj dotarła świąteczna komercja, jednak w specyficznej regionalnej odmianie. Nie stanowi żadnego problemu nabycie kolekcji figurek Świętych Mikołajów w różnych rozmiarach oraz rozlicznych stroików, bombek, łańcuchów i wszystkiego, co potrzebne. Niewyjaśnione pozostaje jednak, dlaczego Mikołajowi na tych samych straganach towarzyszą maskotki różowych królików, nawiązujące do chrześcijańskiej Wielkanocy. Tygiel kulturowy? Chyba trudno o bardziej trafne określenie.

Więcej o przygodach Leszka w krajach zakaukaskich możesz przeczytać tutaj: http://zycienamarsie.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?1

Mój wymarzony EVS

Jeśli po lekturze tego tekstu jesteś skłonny natychmiast spakować walizki i ruszyć w świat w ramach Wolontariatu Europejskiego, to nie masz na co czekać. Nie brakuje poradników, dotyczących tego jak przygotować aplikację oraz w jaki sposób odbyć podróż. Ograniczę się do kilku wskazówek praktycznych – większość wolontariuszy radzi, aby wybierać EVS-y w małych miejscowościach. Koszty utrzymania są niższe, przez co łatwiej zmieścić się w limicie finansowym, wyznaczanym przez Komisję Europejską, zazwyczaj też właśnie w takich miejscach znacznie lepiej poznaje się kulturę i tradycje danego narodu niż w kosmopolitycznych metropoliach. Wnioski przyjmowane są w trzech turach, zwykle w terminach do 30 kwietnia, 30 września i 1 lutego. Gdybyś chciał skorzystać z najbliższej rekrutacji, warto zacząć od razu – dwa miesiące to, wbrew pozorom, bardzo niewiele czasu na znalezienie ciekawej oferty wolontariatu i przygotowanie rzetelnego wniosku. Należy również wziąć pod uwagę, że wyjazd nie rozpocznie się wcześniej niż trzy miesiące po zakończeniu rekrutacji. Pojawiają się jednak tzw. oferty last minute, głównie w sytuacjach, gdy wolontariusz zrezygnował z EVS-u na krótko przed planowanym terminem wyjazdu. W takich sytuacjach trzeba być przygotowanym nawet na opuszczenie kraju w przeciągu dwóch tygodni. Aby móc złożyć prośbę o wzięcie udziału w wolontariacie, musisz być członkiem organizacji wysyłającej, która będzie firmować twoje kwalifikacje i zdolności – w Polsce funkcjonuje ich kilkadziesiąt. Więcej szczegółów znajdziesz m.in. w poradniku przygotowanym przez Wiolę Starczewską: http://starczewska.com/jak-wyjechac-na-wolontariat-europejski-evs/

EVS można przeżyć tylko raz w życiu – za to później pamięta się go do końca życia! Jeśli chcesz poznawać nowych ludzi oraz przeżyć coś szczególnego, to trudno o wybór lepszej drogi.


Dodaj komentarz