Etyka szkolnej katedry

 Jak pisał ks. Józef Tischner: Każdy z nas miał z pewnością jakiegoś wychowawcę. Co mu zawdzięcza? Myślę, że nie odbiegnę od prawdy, gdy powiem: przebudzenie. […] Głos wychowawcy wyrwał nas ze […] snu. Zawód nauczyciela nie jest wyłącznie pracą wykonywaną od rana do popołudnia. To wyzwanie, którego szeroka świadomość jest w palący sposób potrzebna.

Powyższe słowa „filozofa z Podhala” pochodzą z jednej z najbardziej znanych prac jego autorstwa – z Etyki solidarności. Choć powstawały pod wpływem konkretnych wydarzeń politycznych, ich wydźwięk ma wymiar uniwersalny, który możemy odnieść do czasów współczesnych. Być może to właśnie szczególnie nam, ludziom współczesnym, są one potrzebne.

Szukam nauczyciela i mistrza

Tadeusz Różewicz, z którego utworu pochodzą powyższe słowa, pisał je w kontekście własnego poszukiwania wartości, prób oddzielenia światła od ciemności. Jego przeżyciem generacyjnym, które pozostawiło trwały ślad na całej jego twórczości, była groza okresu wojennego, niewyobrażalna nienawiść, która strawiła dziesiątki milionów ludzkich istnień. Te czyny zawiesiły dotychczasowe dzieje europejskiej etyki w próżni. Łączyła się ona bowiem z kulturą, znajdowała w niej swą podbudowę estetyczną. Whitehead powiedział, że cała europejska filozofia to tylko seria przypisów do Platona. Coś w tym stwierdzeniu drzemie, ponieważ siła oddziaływania jego triady Piękna, Dobra i Prawdy wystarczyła na ponad dwa tysiące lat. Te trzy wartości stanowiły dla Europejczyka naturalne skojarzenie, a ich związek wydawał się nierozerwalny. Dzieła ich zniszczenia, jak i nadwątlenia nurtu idealistycznego myśli europejskiej w ogóle, dokonała tragedia lat 1939–1945.

Powojenne pokolenia stanęły przed pytaniem, gdzie szukać źródeł prawdy. Czy w ogóle stan taki jak „prawda” istnieje? Może jest to tylko rodzaj nieistniejącej abstrakcji, wytworzonej siłą ludzkiej myśli starającej się poszukiwać na wszystko wyjaśnienia. Te wątpliwości targały europejską kulturą w II połowie XX wieku i wydaje mi się naiwne sądzić, że już udzieliliśmy na nie wyczerpujących odpowiedzi. Wciąż wędrujemy drogą poszukiwań i zwątpień co do wielu kwestii. Pośród nich: świata wartości oraz tego – jeśli one istnieją – kto mógłby je pielęgnować i przekazywać innym.

Nauczać to być odpowiedzialnym

Wspomniany na samym początku ks. Tischner zauważał w dalszej części tych samych rozważań, że głównym zadaniem nauczyciela nie jest przekazanie odpowiedniej porcji wiedzy. Współczesne założenia normowanego prawnie systemu szkolnictwa skłaniają często do takiego myślenia – zrealizować program nauczania, sprawdzić, czy wykonało się wszystkie punkty potrzebne do egzaminu dojrzałości i… już. Często nie wymaga się od nauczyciela więcej. Tymczasem znaczenie jego roli jest znacznie większe i, co ważne, nie daje się zamknąć w żadnych formułach normatywnych. Można zaryzykować jedno, bardzo ogólnej natury stwierdzenie: bycie nauczycielem oznacza odpowiedzialność.

Patrząc na zagadnienie z perspektywy filozofii spotkania, dostrzegamy, że nauczyciela i ucznia łączy szczególny rodzaj więzi. Zetknięcie się Ja oraz Innego ma tu tę właściwość, że Inny nie tylko przychodzi z wezwaniem moralnym nieczynienia mu krzywdy, lecz więcej – ukazuje się jako ten, który pragnie wiedzy, który chce tego, czego źródło znajduje się w Ja (z perspektywy nauczyciela). Otwarcie na Innego, mówiąc po Levinasowsku, na jego Twarz, będzie w tym przypadku uchyleniem rąbka tajemnicy mądrości i wiedzy, które Ja posiada. Z jednej strony stopniowo rodząca się relacja będzie powodować, że ów obszar odsłonięcia tego, co nieznane, z każdym kolejnym zetknięciem będzie się stawał coraz większy, będzie dla Innego znaczył coraz więcej. Z drugiej strony z zachowaniem postulatu ks. Tischnera wymienionego na początku nie będzie to agresywne czynienie z Innego Toż-Samego, co prowadziłoby do utraty przezeń podmiotowości. Jeśli kształtowanie młodego człowieka stanie się przede wszystkim przebudzeniem, wyrwaniem ze snu, to wtedy więź z nauczycielem będzie dla niego źródłem inspiracji i wskazówką co do sposobu działania. Inaczej, gdyby zgodnie z postulowaną przez programy nauczania metodyką proces ten miał się ograniczyć tylko do przekazania tej wiedzy, którą sam nauczyciel posiada. Wtedy byłby to akt krzywdzącej deprawacji dokonywanej na uczniu, wspomnianym negatywnym odpodmiotowieniem Innego poprzez uczynienie go w całości Toż-Samego z Ja nauczyciela.

Starożytni Grecy używali niezwykle mądrego słowa aletheia, które można by przetłumaczyć jako „prawda”, ale to nie oddaje pełnego sensu. Jest to szczególny rodzaj prawdy – prawdy „przez odsłonięcie”, a więc przez odkrycie czegoś, co istniało już wcześniej i co stanowiło istotną wartość, lecz co pozostawało z różnych przyczyn nierozpoznane. Gdzie poszukiwać drogi uzyskania owej alethei? W sobie samym! Bez pomocy nauczyciela jednak cały wysiłek mógłby być bezwartościowy.

Etyka zawodu nauczyciela

Z przedstawionych powyżej przyczyn wynika wielka potrzeba rozważania i budowania etyki nauczyciela. Niewłaściwe rozumienie sensu nauczania może prowadzić do tych negatywnych skutków, o których była mowa wcześniej. Podobne przesłanie można też znaleźć w słowach Jana Pawła II, wypowiedzianych w duchu chrześcijańskiego personalizmu: Wychowanie to twórczość o przedmiocie najbardziej osobowym – wychowuje się bowiem zawsze i tylko osobę […] Wszystko to, co z natury zawiera się w wychowywanym człowieku, stanowi tworzywo dla wychowawców, tworzywo, po które winna sięgać ich miłość.

U podstaw zasad moralnych i etycznych rządzących działaniem nauczycieli leży jeden, prozaiczny na pozór, a tak istotny postulat – troski o drugiego człowieka, którą w duchu chrześcijańskim można za papieżem określić mianem miłości drugiego człowieka. Uświadomić sobie należy rolę nauczyciela jako osoby – nie jako wykonawcy pracy, nie jako dawcy wiedzy, ale przede wszystkim osoby. Swe powołanie realizuje całym sobą i całym swoim życiem. Postulatem etosu nauczyciela, pojmowanego za Marią Ossowską jako styl życia, którego moralność stanowi istotny składnik, jest bycie całym sobą punktem odniesienia dla swych uczniów.

Rzadko zdarza się, by młodzi ludzie spoglądali na swojego nauczyciela wyłącznie z perspektywy roli społecznej, którą przyjmuje na pożytek kontaktu z nimi. Większość nauczycieli zresztą z własnej woli te ramy poszerza, poczuwając się do owej odpowiedzialności za drugiego, którym jest ktoś szczególny, ponieważ dopiero przechodzący proces kształtowania – jako istota społeczna i jako istota moralna. To powoduje, że całą swą osobą staje się dla ucznia punktem odniesienia oceny własnych decyzji. Nawet jeśli w nieświadomy sposób, to licealista czy student często porównuje własne wybory z tym, na co zdecydował się (lub mógłby się zdecydować) ktoś, kto go naucza. Jeśli następuje między tymi przedmiotami zbieżność, to powstaje poczucie pewnej aprobaty, przyzwolenia na postępowanie w ten sposób, ponieważ tak zapewne postąpiłby ten, względem którego dokonuję oceny samego siebie.

Można by rzec, że przypuszczenie powstawania tego rodzaju więzi służącej ocenie wartości postępowania między uczniem a nauczycielem jest tylko pewnym projektem, a nie realnością. Rzeczywiście nie realizuje się zawsze, lecz zdaje się, że znacznie częściej niż mogłoby się wydawać – z tej przyczyny, że część ocen porównawczych dokonuje się poza obszarem uświadomionego i przemyślanego działania. Prawdą jest też jednak, że umieszczenie nauczyciela jako istotnego wyznacznika jakości postępowania na mapie wyborów aksjologicznych nie następuje automatycznie. Musi się on czymś charakteryzować, a tym „czymś” jest autorytet, jaki w oczach ucznia może uzyskać na wiele różnych sposobów, zależnie od własnej osobowości.

Kryzys wartości?

Powróćmy do Różewicza – obraz zrujnowanego świata wartości przebijający z jego poezji, szczególnie w pierwszych kilkunastu latach od debiutu, miał swe źródło w doświadczeniu wojennym. Choć mija w tym roku już 80 lat od jej wybuchu, to trudno powiedzieć, abyśmy uporali się z wyzwaniem stworzenia nowego kodeksu etycznego życia i postępowania. Można rzec więcej – współczesny świat w istotny sposób nam to zadanie utrudnia. Jak pisał niemiecki filozof i pedagog Wolfgang Brezinka:

Uginamy się dzisiaj pod ciężarem ogromnego chaosu kulturowego. Zawiera on w sobie przeróżne tradycje, które do siebie nie pasują: religijne i ateistyczne, ukierunkowane na pracę i na przyjemność, elitarne i egalitarne, regionalne i narodowe lub ponadnarodowe. Duch czasu nakazuje dziś ulegać wszelkim tendencjom niwelującym różnice i propagującym permisywizm w dziedzinie moralnej.

Ten natłok powoduje, że czujemy się czasem niczym bezbronny rozbitek tonący na środku oceanu. Nie jest to czas, by roztrząsać, czy gorszym punktem wyjścia jest śmierć wartości, z jakim to odczuciem zmagało się wielu intelektualistów po 1945 roku, czy też natłok przesłanek aksjologicznych bardzo różnej, krańcowej nieraz jakości, z jakim nam, ludziom współczesnym, przychodzi się mierzyć. Nasza sytuacja z pewnością nie należy do komfortowych i stąd szczególnie potrzebny jest dziś ten, kto będzie potrafił pokazać drogi i sprawować nieinwazyjną opiekę nad procesem tworzenia swego własnego „ja aksjologicznego”.

Wszystkie role nauczyciela

Nauczyciela odnajdujemy w szeregu różnych ról, często i tych, których nie dostrzegamy w stereotypowym obrazie nauczania. Wciąż pokutują wyobrażenia edukacji, jakie prześmiewczo nakreślił Gombrowicz poprzez kreację Pimki czy rachitycznego polonisty w Ferdydurke. Świat nie jest idealny i z pewnością znaleźć by można wielu nauczycieli, którzy w tym modelu nie dostrzegli ironii i realizują go z pełnym zaangażowaniem. Są jednak i ci, którzy pojmują sens wyzwania, przed jakim stają każdego dnia – nauczania, przekazania uczniom mądrości polegającej na przebudzeniu.

Pisanie i mówienie o doniosłym znaczeniu edukacji etycznej i o budowaniu świadomości aksjologicznej własnego postępowania powinno spowodować, że liczebność tych drugich będzie nieustannie wzrastać kosztem tych pierwszych. Każda zmiana wymaga intensywnych i przemyślanych działań, lecz również czasu. Etyka nie jest przeżytkiem czasów minionych – dzisiaj potrzebujemy jej być może tak jak nigdy wcześniej. Nauczyciele zaś muszą z nią obcować na dwóch poziomach – zarówno jako poznający, jak i ukazujący jej istotę innym. W tym drzemie sedno tego powołania.

Krzysztof Andrulonis


Dodaj komentarz