Estuarium

Zza okna wyłaniały się kolejno coraz to nowe migawki. Słychać było zdania zlewające się w tło, którego nie sposób przeskoczyć. Chmury przypominające rozlane mleko, na które nikt już nie ma ochoty. Podróż toczyła się dobrze znanym utartym szlakiem. Siad, rozsiad i wysiad. Po raz pierwszy widziałam świat.

Miasto witało. Kiedy już jest po, nie ma ciszy, jak to się marzy człowiekowi. Jest ryk, huczące rozmowy, krzyczące spojrzenia tęsknoty. Przez kilka tygodni robiłam trasę w tę i z powrotem do długo wyczekiwanego raju.

Przystanki były czymś oblepione niczym smołą. Nie można nazwać tego szarością, bo to sugerowałoby zbyt wielki optymizm, którego w tym miejscu brakowało. Oczekujący osnuci niepotrzebnymi już myślami mieli coś z marzycieli ostatniej szansy. Mężczyzna z wydłubanym okiem obok mnie grał skoczne piosenki, które nijak nie pasowały do tej ciężkiej wagi bytu. Podróżowanie do wielkich miast ma coś w sobie z sadomasochizmu. Przypomina to sięganie za każdym razem po używany stryczek.

Szumne hasła o „slow life”, „zero waste” doskonale się sprzedają. Zacznij robić domowe jogurty albo załóż własną mleczarnię, piecz chleb na liściu chrzanu i pierz w płatkach z szarego mydła „Biały jeleń”, którego nazwa nie budzi żadnych zbędnych skojarzeń. Kupuj tylko to, czego naprawdę potrzebujesz, czyli w zasadzie nic, bo przecież jesteś minimalistą. Możesz wybrać ostatni okruszek z psiej miski lub też żywić się energią słoneczną – co ci szkodzi. Z czasem jednak dadzą o sobie znać twoje przyzwyczajenia – potrzeba szybkości, nudy, a także gnoju.

Lubisz przecież, gdy krajobraz za oknem zlewa się w maź, której nie można ani przełknąć, ani tym bardziej podziwiać. Lubisz, kiedy po całym dniu zajęć i pracy, czujesz się człowiekiem sukcesu, który zasypia przy Netflixie o 20. Lubisz te chwile, gdy czekasz na piątek z utęsknieniem godnym kata i masz te kilka godzin spokoju, które zwykle nazywają się sobotą i niedzielą.

Nawet nie chodzi o to, że w dużym mieście nie można żyć. Można. Jak mewa musi, to weźmie kąpiel w morzu wypełnionym plastikowymi butelkami. To ty jesteś tą mewą, ale nigdzie nie odlecisz. Trzyma cię poczucie obowiązku, konieczność bycia kimś, a najlepiej jeszcze sobą i odrobina nadziei na świetlaną przyszłość. Niewiele w tobie wiedzy o kierunkach świata, o tym, że w tłumie nie jesteś nawet cieniem. Sukcesem nie jest znaleźć się u brzegu delty, ale u estuarium, które nie przyjmuje każdego gościa, a intruzów spycha na boki. Nawet małe marzenie zasługuje na to, by poświęcić mu uwagę, bo być może zapoczątkuje zmianę, której nikt się nie spodziewał, bo przecież kropla drąży skałę nie siłą, lecz często padając.


Dodaj komentarz