Egzaminy w życiu i… z życia

Zaliczenie trudnego egzaminu wydaje się czasem wyzwaniem nie do przejścia. Mnóstwo materiału, zbyt mało czasu, za duże zmęczenie… Co jednak, gdy zakres tematyczny nie został podany, a moment, w którym trzeba będzie stanąć do odpowiedzi może nadejść w każdej chwili? Nie ma takich zaliczeń? Jedno jest na pewno – nazywa się „życie”.

Na czym właściwie ten egzamin ma polegać? Czego dotyczy? Niech za wstęp do rozważań posłużą słowa z powieści jednej z najbardziej znanych powieściopisarek dwudziestolecia międzywojennego: Musi coś przecież istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą. Zalęknione oczy Elżbiety zdają się błagać o odpowiedź twierdzącą, a więc niosącą ratunek. Wyniosłość Zenona nie pozwala mu jednak na spełnienie tej niewypowiedzianej prośby: Granica – mruknął i wzruszył ramionami. Granica […]. Można być tylko tym, czym się jest, moja droga – nic więcej nie można.

Ten, kto choć pobieżnie zapoznał się w okresie nauki szkolnej z dorobkiem prozatorskim Zofii Nałkowskiej, zna być może powyższe słowa. Jeśli nie same cytaty, to przynajmniej ich zasadniczy sens. Passus powyższy pochodzi z końcowych rozdziałów Granicy, w moim odczuciu jednej z najważniejszych powieści ciemnych lat trzydziestych. Choć dziś nieraz lekceważona, to zawarte w jej psychologicznym przesłaniu myśli i wątpliwości pozbawione łatwych odpowiedzi pozostają nadal aktualne. Dla nas natomiast niech te słowa staną się podstawą do poszukiwań momentów naszego życia, gdy stajemy w obliczu konieczności odbycia egzaminu – i to tego najtrudniejszego, bo z życia. Na czym polega? Czy łatwo zauważyć, kiedy następuje godzina jego rozpoczęcia?

W pogoni za moralnością

Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą… Elżbieta Biecka podnosi w tym aforystycznym sformułowaniu bardzo istotną kwestię – pyta bowiem o samą istotę czegoś, co zwykliśmy nazywać „byciem człowiekiem”. Z pozoru prawdziwość takiego sformułowania nie budzi w nikim wątpliwości – świadczą o tym nasz genom, pochodzenie ewolucyjne, wykształcenie takich specyficznych dla wyłącznie naszego gatunku cech, jak myślenie abstrakcyjne, zdolność mowy czy konstruowania skomplikowanych narzędzi. Spróbuj jednak odwrócić tok myślenia – odrzyj własne wyobrażenie o samym sobie z wszystkiego, co nie kwalifikuje się do przedstawionych powyżej cech. Spójrz teraz na to, co zostało – czy możesz powiedzieć, że nadal jesteś sobą? Po rozstrzygnięciu tej kwestii niech przyjdzie wątpliwość bardziej kategoryczna – czy jesteś nadal człowiekiem?

Powyższe pytania trochę inną wagę posiadały dla Nałkowskiej w ostatnich latach przed wybuchem II wojny światowej, a inaczej jawią się nam współcześnie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że w sytuacji nas, ludzi współczesnych, wypadają nawet bardziej dramatycznie. Autorka Medalionów zastanawia się przede wszystkim nad kondycją moralną współczesnego sobie społeczeństwa, którego przedstawicielami są Elżbieta, Zenon Ziembiewicz czy Celina Kolichowska. W świecie Granicy tytułowy motyw ulega wielokrotnemu przywoływaniu i różnorodnej metaforyzacji – gdy czytamy o Fitku przywiązanym do budy oraz Lulu korzystającym z uroków swobodnej zabawy na podwórzu, dostrzegamy w tej pozornie błahej scenie antytetycznie zestawione sfery wolności i zniewolenia wyrażonych za pomocą symboli. Kiedy z kolei poznajemy pracę Karoliny Bogutowej, kucharki w pałacu w Chązebnej, oraz lokaja Antoniego, autorka pisze: Oba te przeciwstawne i wzajemnie uzależnione światy rozłamane były na progu dzielącym kuchnię od pokojów i strzeżonym przez niezłomne postacie kamerdynera, gospodyni i lokaja. Między światem Karoliny a światem Tczewskich nie ma połączenia, drzwi kuchenne tym razem stają się metaforą struktury podporządkowania, które często doprowadzało do wyzysku, nieporozumień i cierpień. Najlepszym przykładem jest, znowu symboliczna, kamienica Cecylii Kolichowskiej, w której ludzie mieszkają na sobie warstwami oddającymi jednocześnie panujące między nimi stosunki.

Nałkowską mocno dotykały obserwowane nierówności społeczne, choć jej spojrzenie na nie było raczej indywidualistyczne niż kolektywne. W przeciwieństwie do pozytywistycznie usposobionej części ówczesnej inteligencji czy co zdeklarowanych marksistów nie widziała wyłącznie grup społecznych i ich wspólnych potrzeb oraz krzywd. Dostrzegała przede wszystkim człowieka w jego psychicznej złożoności, bez której dylematy moralności nigdy by jako takie nie powstały. W pierwszym odczuciu można by uznać, że owo ograniczenie reguł etycznych (bądź ich całkowite usunięcie) sporo ułatwia – od tej pory każde działanie moglibyśmy oceniać wyłącznie na zasadzie prostego rachunku zysków i strat, a rzeczywistość zamiast odmalowywać się w formie palety szarości byłaby jednostajnie czarna bądź biała.

Pójdźmy jednak dalej – potrafimy współcześnie konstruować bardzo skomplikowane, humanoidalne maszyny. Wróćmy do przedstawionego wcześniej wyliczenia cech ludzkich: myślenie abstrakcyjne, zdolność mowy, konstruowanie skomplikowanych narzędzi. Pierwsza właściwość staje się dla technologii coraz bardziej dostępna, dwie pozostałe zostały już dość dawno zagospodarowane przez naukowców. Czy maszyny są równe ludziom? Być może w tym momencie rysuje ci się w pamięci scena z jakiejś produkcji science-fiction, w której sztuczna inteligencja przejmuje władzę nad światem i pokonuje człowieka. Albo i nie, niezależnie od tego rozwaga podpowiada, że jakakolwiek skomplikowana imitacja człowieka zbudowana z kół zębatych i sprężynek pozostaje jedynie imitacją. Czego mu więc brakuje? Jedna cecha to niepełność zdolności działania poza algorytmem, druga zaś to zmysł moralny.

Dawniej i dziś

Autorka Domu nad łąkami obawiała się tego, co powstaje z człowieka, gdy przekracza pewną granicę „istotnej moralności”, jak określała ten zbiór wyznaczników aksjologicznych w jednym z wywiadów. Już trzy lata po ukończeniu prac nad Granicą Nałkowska miała okazję na własne oczy zobaczyć, co dzieje się, gdy człowiek wyzbędzie się zmysłu moralnego, gdy jedynym wyznacznikiem jakości postępowania stanie się dlań imperatyw: przetrwać. Reguły etyczne uległy w czasie wojny zawieszeniu – bądź też nieodwołalnej dewaluacji. Skutkom absolutnego pozbawienia człowieka jego godności autorka Granicy będzie się mogła przyjrzeć na własne oczy – w latach 1945–1946 pracować będzie w Głównej Komisji Badań Zbrodni Niemieckich. Efektem tych trudnych miesięcy stanie się zbiór opowiadań Medaliony, w którym autorka nie potrafi wypowiedzieć oceny wszystkiego, co zobaczyła. Każde słowo w obliczu bezmiaru tragedii wydaje się naiwne, więc decyduje się tylko na lapidarną refleksję: Ludzie ludziom zgotowali ten los.

Czas wojny stał się polem dla wielu wyborów etycznych. Niejednokrotnie były to chwile decyzje niezwykle dramatyczne, przed którymi człowiek nie powinien nigdy musieć stanąć. Wielu czytelnikom Opowiadań Tadeusza Borowskiego zapewne na zawsze utkwił w pamięci obraz matki próbującej porzucić swoje dziecko, uciekającej przed nim po to, by nie trafić wprost do komór gazowych. Jest to coś, co za Karlem Jaspersem można by określić mianem sytuacji granicznej, mającej miejsce w obliczu zagrożenia, cierpienia bądź tragedii. W jednej chwili rozstrzygnąć się musi kwestia tego, czyje życie jest ważniejsze – matki czy dziecka? W czasach pokoju uznamy egalitarnie, że należy chronić jedno i drugie. Naziści w obozach koncentracyjnych mieli jednak inną teorię – albo jedno, i to przy sporej dozie szczęścia oraz opieki sił wyższych, albo żadne. Jak wobec tego oceniać postępowanie rodzicielki opisanej przez Borowskiego? To właśnie ta chwila, w której nasze elementarne zasady etyczne wydają się nieprzystające do sprawy, jaką powinny rozstrzygać.

Podobnie traumatycznych przeżyć w czasie wojny nie brakowało – obecnie możemy je poznawać dzięki bogatej literaturze odnoszącej się do tego okresu dziejów. Współcześnie jednak także stajemy przed koniecznością dokonywania wyborów podlegających ocenie moralnej. Choć najczęściej nie są tak dramatyczne jak w przypadku powyższej sceny, to jednak mogą przysporzyć wielu zmartwień. Jak sobie z nimi poradzić?

Trudno o jakiś złoty klucz, który otwierałby drogę do dokonania właściwego wyboru w każdej sytuacji. Czym tak naprawdę jest „właściwy wybór”? Dla każdego może oznaczać coś innego – przede wszystkim w przypadku relacji dwustronnej czym innym może być dla każdej ze stron będących ze sobą w kontakcie. Dochodzi do paradoksalnej możliwości, że każdy z podmiotów uczestniczących w sytuacji jakiegoś działania, chcąc czynić dobrze, czyli dokonywać „właściwych wyborów”, w rzeczywistości krzywdzi drugiego. Stąd istotne wydaje się, aby w pierwszej kolejności potrafić się postawić na miejscu tego, komu chcemy podać pomocną dłoń.

Jak dobrze zdać?

W obliczu wszystkich wcześniejszych rozważań nad istotą człowieczeństwa oraz tym, jak powinno się je realizować w praktyce, można ocenić, że zaliczenie „egzaminu z życia” nie jest szczególnie proste. Przede wszystkim dostrzec należy kilka cech szczególnych tego sprawdzianu. Nie ma żadnej umówionej daty ani godziny, w których stawiamy się, by dopełnić niezbędnych formalności i wykazać się umiejętnościami. Trwa on od najmłodszych lat aż do śmierci i przez ten cały czas zmuszeni jesteśmy pracować na ostateczny werdykt Profesora, którego każdy może się dopatrywać w innym rodzaju siły wyższej. Zakres wymaganych kompetencji można streścić jednym, acz wielce kłopotliwym słowem: „nieograniczone”. Nigdy nie wiesz, jakie zdarzenia spotkają cię na ścieżkach ziemskich dni. Co za tym idzie, trudno określić, jakie zdolności wykorzystasz, a które okażą się zbędne. Na wszelki wypadek jednak warto mieć ich jak najwięcej, kto wie, kiedy się przydadzą? Wreszcie niemożliwe wydaje się wskazanie formy egzaminu – zadania zamknięte, otwarte, a może wypowiedź ustna? Już obfitość tradycyjnych metod sprawdzania wiadomości jest spora, jednak w podejmowanych przez każdego człowieka wyborach moralnych ich mnogość może wręcz przytłaczać.

Wszystkie powyższe czynniki zdają się jednoznacznie wskazywać, że „egzamin z życia” to nie jest, nieco trywialnie rzec ujmując, łatwa sprawa. Należy w jego zdawanie włożyć wiele wysiłku, serca i zaangażowania. Trzeba też odnaleźć swą własną drogę radzenia sobie z kolejnymi wyzwaniami tak, aby móc kiedyś uznać z czystym sumieniem, że z owego „egzaminu” otrzymało się dobry stopień. Zenon Ziembiewicz ma rację, mówiąc, że można być tylko tym, czym się jest. Dlatego właśnie należy się starać być człowiekiem w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jak będzie brzmiało? To już zależy od ciebie…

Krzysztof Andrulonis


Dodaj komentarz