Dotrzeć do celu i nie zwariować

Podróżowanie po mieście nie należy do najprzyjemniejszych czynności – korki, sygnalizacja, skrzyżowania i wypadki. Nie jesteś jednak na nie skazany – zostaw własne cztery kółka i zdecyduj się na coś bardziej ekologicznego! Na co? O tym rozmawiam z Januszem Mizernym — autorem bloga Green Projects.

 

Często porusza się temat zrównoważonego transportu – w telewizji, radiu, prasie, internecie… Ale czym on właściwie jest?

Właśnie, wiele osób używa tych słów na co dzień i toczy się o tym bardzo dużo dyskusji, ale w sumie nie wiemy, o co w tym chodzi. Faktem jest, że nie ma jednej, uniwersalnej definicji zrównoważonego transportu – każdy może mieć na myśli coś innego. My promujemy przede wszystkim wersję ekologiczną, czyli komunikację opartą na tramwajach i autobusach. Oczywiście nie można ludziom odebrać wszystkich wygód w imię ochrony środowiska i czystości powietrza, ale trzeba mieć świadomość, że aktualnie przeciętny samochód w mieście przewozi 1,2 pasażera – czyli praktycznie samego kierowcę. Trzeba też pracować nad podwyższeniem jakości komunikacji miejskiej – wtedy mamy większe szanse, że ludzie się do niej przesiądą.

 

Kilkanaście lat temu istniała tendencja, żeby likwidować wszystkie tramwaje. Teraz z kolei są one budowane wszędzie tam, gdzie to możliwe – gdzie leży złoty środek?

Rzeczywiście, tendencja do likwidowania linii tramwajowych przyszła do nas z Zachodu, tyle że z dużym opóźnieniem – w europejskich miastach tramwaje likwidowano w latach 60. i 70., a na początku lat 90. ten trend dotarł do nas. Teraz jednak większość krajów dąży do odbudowy szeroko pojętej komunikacji szynowej, szczególnie w centrach miast. Co by nie powiedzieć, tramwaj jest szybszy od autobusu, bo nie stoi w korkach. Powinien być osią komunikacyjną miasta, podczas gdy autobusy powinny wspomagać tramwaje w miejscach, gdzie budowa torowisk jest nieopłacalna.

 

Tramwaje mimo to i tak stoją – albo w tramwajowych korkach, albo na niewydzielonych torowiskach.

Żeby zapobiegać takim sytuacjom, w kolejnych miastach Polski wprowadza się systemy sterowania ruchem, w których tramwaje mają priorytet. Na przykład w Poznaniu ten system sprawdza się bardzo dobrze i wyłączając sytuacje awaryjne, tramwaje najczęściej nie zatrzymują się między przystankami. Inaczej za to jest choćby w Łodzi. Choć wprowadzono tam podobne rozwiązania, to jednak jest sporo błędów i czasami tramwaje stoją dwie minuty na skrzyżowaniu, choć nic się nie dzieje. Ale myślę, że wszystko da się poprawić.

Uzupełnieniem dla tramwajów mają być autobusy – ale jakie? Hybrydowe, elektryczne, wodorowe?

To już generalnie zależy od przewoźnika oraz jego możliwości technicznych i finansowych. W Warszawie już od 2015 roku kursują codziennie autobusy elektryczne – na razie jest ich tylko dziesięć, jednak przewoźnik już zapowiada kolejne zakupy. Nie ma co się oszukiwać, że cena autobusów ekologicznych jest taka sama co tradycyjnych – dodatkowe koszty zwracają się za to w eksploatacji. Czas eksploatacji potrzebny na zwrócenie się dodatkowych nakładów to, w zależności od lokalnych uwarunkowań, od 4 do 10 lat. Biorąc jednak pod uwagę aspekty środowiskowe i zdrowotne, autobus elektryczny zaczyna przeważać nad dieslem trzy razy szybciej. W Stanach Zjednoczonych już do 2020 r. 1/3 nowych autobusów ma być zasilana energią elektryczną, natomiast do 2030 r. wszystkie kupowane pojazdy mają mieć taki napęd.

A jak to wygląda w Polsce?

Problemem dla nas może być głównie infrastruktura do ładowania – nie każde miasto na to stać, choć np. w Warszawie czy Zielonej Górze niedługo zaczną powstawać na pętlach pierwsze stacje ładowania autobusów elektrycznych. W naszym kraju mamy za to inne potencjalne paliwo – biogaz. W Polsce produkujemy go sporo, ale nie mamy odpowiednich urządzeń, aby przetwarzać go na biometan. W 2014 roku podjęto taką próbę w Krakowie i choć kalkulacja kosztów wypadła pomyślnie, to zrezygnowano z pomysłu. Problemem jest też niechęć mieszkańców, którzy na hasło „biogazownia” natychmiast zaczynają protestować. W Polsce mamy autobusy na gaz ziemny między innymi w Warszawie, Tychach i Rzeszowie, ale do bycia potęgą biogazu w transporcie wciąż nam daleko.

Jak przekonać ludzi, że warto wybierać ekologiczne środki transportu zamiast własnych czterech kółek?

Wielu z nas ciągle jest zachłyśniętych tym, że ma pieniądze na własny samochód, w związku z czym niechętnie się z nim nie rozstaje. Oczywiście, samochody są komfortowe, ale nie zawsze. Argument czasu – teoretycznie są szybsze, ale co to daje, skoro stoją w korkach? Tramwaje coraz częściej poruszają się po trasach bezkolizyjnych, a dla autobusów w centrach miast wyznacza się buspasy. Dla mnie jazda komunikacją miejską to też komfort psychiczny – nie muszę kontrolować sytuacji na drodze, stresować się, ciągle być czujnym, a w czasie podróży mogę poczytać książkę, czy chociażby przejrzeć Internet. Teoretycznie samochodem można dotrzeć wprost do celu – ale tylko pod warunkiem zastania wolnych miejsc parkingowych. Rzeczywistość jest taka, że czas jaki poświęcamy na szukanie miejsca i dojście do celu, jest taki sam albo i dłuższy jak spacer na najbliższy przystanek. No i wreszcie środowisko – badania wykazały, że 60% zanieczyszczeń powietrza w Warszawie powodują środki transportu.

Jest jeszcze kwestia wieku aut – średnio mają 12 lat.

No właśnie! Nie oszukujmy się więc, że są nowoczesne i nie zatruwają otoczenia. Jeżeli nie chcemy w naszych miastach większego smogu, to powinniśmy pozostawić nasze samochody w garażach. Zapewne przyjdzie czas na rozwiązania systemowe, jak na przykład zachęty podatkowe, czy płacenie przez pracodawcę niewielkich kwot tym, którzy dojeżdżają do pracy rowerem (jak to ma miejsce we Francji), ale na razie czekamy.

Jak w takim razie państwo może zniechęcić nas do kierowania samochodami?

Jeden ze sposobów to wprowadzenie opłat za wjazd do centrum miasta, uzależnionych od wieku i rodzaju napędu. Na tej zasadzie funkcjonują strefy niskiej emisji w Berlinie i wielu innych niemieckich miastach. W Londynie wprowadzono congestion charge, która obowiązuje wszystkie pojazdy wjeżdżające do centrum miasta od poniedziałku do piątku między godziną 7:00 a 18:00. Początkowo liczba aut wjeżdżających w głąb miasta spadła aż o 30%, teraz jednak znów rośnie, choć pewnie kolejne rozwiązanie, czyli zwiększenie opłat, znów spowoduje spadek. W Sztokholmie, który był pionierem takich rozwiązań, mieszkańcy po miesięcznej próbie sami opowiedzieli się za wprowadzeniem opłat za wjazd do centrum na stałe. Władze Rzymu również ograniczyły ruch kołowy na terenie starego miasta i centrum. Rozwiązania już są, teraz tylko potrzeba chęci, by przenieść je na polski grunt.

A gdyby jednak nie dało się zmusić ludzi do porzucenia samochodów? Micro Mobility Systems zaprezentował niedawno Microlino – malutki samochód miejski, napędzany energią elektryczną. Co sądzisz o takich rozwiązaniach?

Microlino to całkiem udany, ekologiczny projekt. Takie mini miejskie wozidełko – nie zajmuje dużo miejsca, można je wszędzie zostawić i osiąga prędkość do 100 km/h, więc w mieście całkowicie wystarcza. Cena też nie jest zaporowa, bo w seryjnej produkcji ma kosztować ok. 8-12 tys. euro. Mimo wszystko to nadal jest półśrodek – co prawda spadłaby emisja spalin, ale miasta nadal byłyby pełne aut – małych i praktycznych, ale jednak aut. A przecież nie o to nam chodzi. Choć przyznaję, że gdybym mógł, to chętnie bym wypróbował Microlino. Mimo wszystko takie widoki jak w Danii czy Holandii, gdzie na skrzyżowaniu stoi jeden samochód, a wszędzie dookoła poruszają się piesi i rowerzyści, dla mnie wciąż są największym marzeniem.

Polakom ciągle jest daleko do rowerowej kultury Zachodniej Europy?

Jeszcze daleka droga przed nami, ale zmierzamy w dobrym kierunku. Na przykład badania przeprowadzone w Krakowie wykazały, że tylko 4,5% całego ruchu pojazdów w mieście dotyczy rowerów. W Kopenhadze wskaźnik ten sięga 50%!

Co udało się już zrobić?

Na pewno zmienia się podejście. Mamy zimę a na ulicach miast co chwilę widać rowerzystę – kiedyś tylko zapaleńcy w taką pogodę wsiadali na rower. Mamy również coraz lepszą infrastrukturę, powstaje wiele ścieżek rowerowych, także w centrach miast. Idzie ku lepszemu.

Jak oceniasz systemy rowerów miejskich, powstające w kolejnych miastach? Spełniają swoją rolę?

Są zasadniczo bezproblemowe – wypożyczamy rower w jednym miejscu, oddajemy w innym, nie musimy się nim przejmować, a poza pojedynczymi awariami wszystko działa bez zarzutu. Rowery miejskie bardzo dobrze dopełniają ofertę komunikacji miejskiej – można wypożyczyć rower w pobliżu własnego domu, tym bardziej że stacji jest coraz więcej, pokonać nim część trasy, a potem zostawić w stacji i przesiąść się w tramwaj czy autobus.

Jakie są szanse, że polskiego studenta będzie stać w przyszłości na własne ekologiczne cztery kółka?

Dzisiaj studenci jeżeli już mają samochody, to zazwyczaj są one używane i mają wiele lat jazdy za sobą. W Polsce na pewno będzie się pojawiać coraz więcej samochodów elektrycznych, a co za tym idzie, prędzej czy później pierwsze z nich trafią na rynek wtórny. Poza tym są też samochody hybrydowe, nieco bardziej ekologiczne od zwykłych diesli i benzynówek. Już dzisiaj można wiele z nich kupić z drugiej ręki, za naprawdę rozsądne pieniądze. Choć i tak uważam, że tramwaj, autobus i rower miejski to najlepsze i najtańsze rozwiązanie dla studentów. I nie tylko!