Dlaczego nie LGBT?

Elton John, Kevin Spacey, Ellen DeGeneres, Robert Biedroń czy Tomasz Raczek. Każda z wymienionych osób odniosła sukcesy w innej sferze życia. Wydawałoby się, że ich obecność w tym zestawieniu jest przypadkowa. Każdą z tych postaci można z osobna przyporządkować do innej „szuflady”. Okazuje się jednak, że mają ze sobą wiele wspólnego.

Stawanie twarzą w twarz z niesprawiedliwościami oraz hejtem jest dla nich codziennością. Z racji posiadania statusu osoby publicznej w pewnym sensie są na to gotowi. Doświadczenie nauczyło ich przyjmowania negatywnych opinii na swój temat w sposób najmniej szkodliwy dla samopoczucia. Jednak kiedy nieprzyjemności związane z ryzykiem zawodowym zaczynają wpływać na życie prywatne, robi się naprawdę niemiło.

Dziś uchodzi za normalne, że ludzie otwarcie mówiący o swojej odmiennej seksualności są gotowi na liczne nieprzyjemności. Oszczerstwa przybierają na mocy, gdy zaczynają być kierowane nie tylko personalnie, ale też wobec najbliższych sercu osób. Taki mechanizm jest dla nas prosty do zrozumienia, tak się przyjęło. Czy zastanawiałeś się, co zrodziło tę nienawiść?

Tradycyjny szablon

Ludzie uwielbiają trzymać się utartych wzorów. Kiedy coś jest inne bądź nowe, a my tego nie rozumiemy, szybko zniechęcamy się, denerwujemy, a co za tym idzie – zaczynamy okazywać wszystkiemu i wszystkim swoje niezadowolenie.

Jeśli mówimy o różnicach związanych z seksualnością, to nie jest to nowy problem. Zjawisko takiej odrębności funkcjonowało od zawsze. W starożytnej literaturze i sztuce można znaleźć wiele wątków homoseksualnych. Popularny był wtedy motyw pederastii – związku mężczyzny z dorastającym młodzieńcem. Znane z tego okresu są także listy miłosne Safony, które pisała do swoich uczennic. Na przestrzeni lat późniejszych zagadnienie orientacji innej niż uważana za jedyną słuszną – heteroseksualnej, stał się tematem tabu. Współcześnie mówimy o nim coraz częściej, a czyniąc to używamy terminu „LGBT”, który powstał dopiero w latach 60. XX wieku. Do powszechnego użycia wszedł jeszcze później, bo w latach 90.

Od tego czasu możemy zaobserwować wśród społeczeństwa coraz częstsze coming outy, czyli ujawnienia swojej orientacji seksualnej czy orientacji płciowej szerszemu gronu odbiorców. To ciekawe, że prosty komunikat, który nie powinien tworzyć sensacji, potrafi być często wyczekiwany oraz bulwersujący. Jakby to, kogo preferuje przysłowiowy Kowalski, miało świadczyć o tym jaką jest osobą.

Człowiek człowiekowi…

Równość jest pojęciem dobrze nam znanym. Wydawałoby się też, że powszechnie uznawanym. Niestety okazuje się, że często na pozór.

Ostatnimi czasy kolorowy świat LGBT jest bardziej propagowany. Zaczyna się o nim więcej mówić w celu zwiększenia świadomości obywatelskiej, która powoli raczkując pracuje nad jego akceptacją. Zauważalne jest tutaj pewne zjawisko, z założenia okazujące tolerancję słowa: Nawet jeśli ktoś nie jest hetero to niech sobie nie będzie, ale we własnym domu, przy zasłoniętych roletach. Niektórzy mogą myśleć w ten sposób, że są otwarci i nowocześni. Nie przeszkadza im to, czego nie są świadkami. Aczkolwiek kierowanie się przeświadczeniem, że czego nie widzimy, tego nie ma, jest zgubne. A do faktycznej akceptacji droga jest tym dalsza, im dłużej będzie się trwać w takim przekonaniu.

Tymczasem społeczeństwo LGBT chce wyjść do ludzi. Móc zachowywać się tak samo jak pary heteroseksualne. Przede wszystkim nie udawać, że czuje się dobrze, kiedy wnętrze wypełnia frustracja, strach przed czyjąś opinią. Współczesny świat daje tyle możliwości rozwoju, szkoda z nich rezygnować trwając w wewnętrznym więzieniu.

Często w ocenie tęczowego środowiska pomija się wiele aspektów ich życia. Tego, że te osoby mają rodziny, pasje, płacą podatki, pracują na swoje utrzymanie. Seksualność to jedna z ostatnich sfer, która je definiuje. Dzięki części „seksualizm” zawartej w określeniach naturalnych upodobań, patrzymy na ludzi przez pryzmat, który powinien nas najmniej interesować.

Druga strona medalu

Homo-, bi- oraz transseksualiści w walce o swoje prawa łatwo popadają w skrajność. Niektórym z nich wzbudzanie sobą sensacji przynosi zadowolenie, tak samo jak balansowanie na granicy przyzwoitości.  Szczególnie publikowane przez nich treści w internecie bywają po prostu niesmaczne dla reszty użytkowników oraz gryzące się z przyjętymi normami estetycznymi.

Osoby LGBT żądają za szybkich zmian. Zaczynają wymagać od nieprzygotowanego społeczeństwa za dużo. Na przykład domagają się natychmiastowego równouprawnienia

w każdej możliwej sferze życia. Zapominają lub bagatelizują, że droga do osiągnięcia tego celu jest procesem i wymaga większej ilości czasu.

Zdarza się, że przesadnie afiszują się ze swoją odmiennością w świecie realnym, a także

w social mediach. Wywołują skandale emanując swoją innością. Jak wszędzie, w tym temacie także istnieją fanatycy przekraczający granice. Społeczeństwo zaczyna się prędko irytować

i brzydzić takim zachowaniem, które nazywa homopropagandą. Następnie, przez sytuacje, jakich doświadczyli w przeszłości, negatywnie generalizują resztę tęczowej społeczności.

Należy też zwrócić uwagę, że żyjemy w katolickim kraju. Mimo, iż Biblia nie potwierdza ani nie zaprzecza różnicom seksualnym, polska mentalność pozostaje w większości wierna zasadniczo konserwatywnym wzorcom. Wierni buntują się twierdząc, że wszelka inna orientacja wykracza poza wiarę i Kościół jej nie zaakceptuje. Społeczność LGBT otwarcie sprzeciwia się takim poglądom, jednocześnie narzucając własne. Z kolei tutaj warto zaznaczyć, że wielu przedstawicieli wielobarwnej flagi trwa w wierze będąc oddanymi Bogu.  Katolicy nie czują się tym jednak w pełni usatysfakcjonowani.

Studnia bez dna

Demokracja w naszym państwie jest jeszcze młoda, co przekłada się także na brak tolerancji wobec inności. Może to wynikać z konserwatywnych poglądów, z nieświadomości, braku empatii i lęku przed tym co nieznane.

Mówiło się, że XIX wiek miał przynieść rozwiązania dla większości problemów, jakie trapiły ludzkość przez minione stulecia. Kiedy okazało się, że tak się nie stanie, nadzieje te przeszły na wiek dwudziesty. On również nie dał szans na spełnienie marzeń o raju na ziemi. W ten sposób oczekiwaniami obarczono dwudziesty pierwszy. Nic nie przyjdzie samo z siebie,

a dalsze życie wyobrażeniami prawdopodobnie sprawi, że zaczniemy czekać z niecierpliwością na numer dwudziesty drugi.

W chwili obecnej możemy zaobserwować próby wszechogarniającego rozwoju, ale czy kultura społeczna za nimi nadąży? To wszystko zależy od nas. Dlatego życzmy sobie większej otwartości na drugiego człowieka takiego, jakim jest. Przecież postęp i zmiany dokonują się we wszystkich sferach życia.

 

 

Jagoda Jabłońska


Dodaj komentarz