Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc

W Polsce nie brakuje niezwykłych miejsc, których przeszłość zapiera dech w piersiach. Nie znajdziesz ich na ogólnodostępnych mapach. Może nadszedł czas, żeby zboczyć z utartych wakacyjnych szlaków i zacząć odkrywać to, co nieznane?

Ze względu na długą i pełną zawirowań historię cały nasz kraj skrywa wiele sekretów, które dopiero niedawno ujrzały światło dzienne. Są ukryte daleko poza szlakami turystycznymi. Nie znajdziemy o nich również ani słowa w przewodnikach turystycznych.

Opuszczone miasta

O miastach widmach słyszał prawie każdy. Powstają w różnych okolicznościach – może to być kryzys w wydobyciu surowców naturalnych, jak w przypadku położonego w Norwegii, lecz sprzedanego Rosji Pyramiden, które w 1998 r. zostało opuszczone przez ostatnich górników pracujących w pobliskich kopalni węgla kamiennego. Zagrożeniem mogą być także żywioły naturalne – dotyczy to choćby włoskiej miejscowości Craco, którą ludność opuściła w drugiej połowie XX w. ze względu na rosnące zagrożenie trzęsieniem ziemi. W Hiszpanii ze względu na recesję gospodarczą niezaludnione pozostają całe dzielnice i potężne osiedla mieszkaniowe, często porzucone z dnia na dzień, jeszcze w czasie budowy.

Nie każdy wie, że także w Polsce posiadamy miasta widma. Najbardziej znane z nich to położone w województwie dolnośląskim Pstrąże. Powstało podczas II wojny światowej, natomiast w czasach PRL-u jego istnienie było objęte ścisłą tajemnicą – stacjonowali tam żołnierze radzieccy wraz z całymi rodzinami. Do Pstrąża można było dostać się tylko koleją, mostu drogowego celowo po wojnie nie odbudowywano. Miasteczko opustoszało w 1992 r., gdy z Polski zostały wycofane ostatnie oddziały rosyjskie. Od tamtego czasu potężne połacie dawniej tętniącego życiem osiedla straszą coraz bardziej niszczejącymi szkieletami budynków z wielkiej płyty. Jeśli chcesz zobaczyć to miejsce na własne oczy, nie możesz dłużej zwlekać – w 2016 r. podjęto decyzję o rozbiórce ruin. Ostatnie zabudowania mają zniknąć najpóźniej w 2018 roku.

Podobne wydarzenia towarzyszyły powstaniu innego opuszczonego miasta – Kłomina, znajdującego się na terenie województwa zachodniopomorskiego. Stworzone jeszcze za czasów niemieckich, po wojnie również stało się miejscem stacjonowania radzieckiego garnizonu. Kłomino było samowystarczalne – Rosjanie wznieśli tu bloki mieszkalne, szpital, sklepy i kino. W 1992 r. pięciotysięczna miejscowość opustoszała. Wiele budynków do dziś wygląda, jakby zostały porzucone z dnia na dzień – zachowały się okna, drzwi, oryginalne elementy infrastruktury. Teren wokół ruin jest ogólnodostępny, same budynki są jednak zamknięte dla zwiedzających.

Cmentarzysko samochodów

Zapomniana działka położona w Grodzisku Mazowieckim wcale nie leży na uboczu. Tuż obok znajduje się stacja kolejki WKD, wzdłuż ogrodzenia codziennie przechodzą mieszkańcy okolicznych domostw. Jednak to, co kryje się za płotem, zapiera dech w piersiach. Kolekcja w czasach świetności liczyła około 300 samochodów i 200 motocykli. Choć do dzisiaj z pewnością nie zachowały się wszystkie, to liczba porozrzucanych wszędzie dookoła wraków robi wrażenie. Nadal można natknąć się tam zarówno na klasyki, jak i perełki motoryzacji: Warszawę, Wartburga, Porsche, Alfa Romeo, Bugatti, Lancię, Syrenę, BMW, Jaguara i wiele innych, w tym nawet prototypy samochodów, które nigdy nie weszły do seryjnej produkcji – unikatowe w skali europejskiej.

Właścicielem wszystkich pojazdów był Tadeusz Tabencki, wysoki urzędnik Ministerstwa Transportu i funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa. Na co dzień zajmował się odzyskiwaniem skradzionych samochodów z terenów okupowanych podczas wojny przez III Rzeszę. Korzystając ze swoich możliwości, wiele z odzyskanych pojazdów przywłaszczał sobie do własnego zbioru lub sprzedawał za dewizy w krajach zachodnich. Kolekcja rozrastała się przez kilkadziesiąt lat. W latach 80., gdy wpływy Tabenckiego znacznie zmalały, unikatami motoryzacji zaczęli interesować się złodzieje. Podczas jednego z regularnych włamań zabrali m.in. jednego z najcenniejszych jaguarów w kolekcji. Niepotwierdzone źródła podają, że podczas jednego z takich incydentów zginął sam właściciel aut, próbując zapobiec kolejnej kradzieży. Od tamtego momentu kolekcja popadła w zapomnienie. Od 2016 r. obiekt jest otwarty dla wszystkich – wcześniej był pilnowany przez ochroniarzy. Warto obejrzeć to miejsce, zanm wraki zostaną wywiezione na złom.

Polskie Alcatraz

To określenie dobrze oddaje charakter więzienia o zaostrzonym rygorze, które funkcjonowało do 2006 r. w Łęczycy, w województwie łódzkim. Jego początki sięgają 1799 r., gdy w murach dawnego dominikańskiego klasztoru Prusacy założyli zakład karny dla najgroźniejszych przestępców. W 1918 r. więzienie przeszło w ręce polskich władz, które utrzymały jego dotychczasowe przeznaczenie. W przewidzianym na 450 osób kompleksie w szczytowym momencie przetrzymywano aż 1200 ludzi. Panowały w nim tragiczne warunki sanitarne: kąpiel przypadała maksymalnie raz w tygodniu, więźniowie spali na brudnych siennikach rozkładanych na stalowych pryczach lub na podłodze. Latem w ciasnych celach, z których każda musiała pomieścić nawet do 50 osób, panował nieznośny upał, w którym skazani dosłownie się dusili. Po II wojnie światowej władze komunistyczne przetrzymywały tutaj więźniów politycznych, w tym działaczy Solidarności i innych ruchów robotniczych. Przez ponad 200 lat istnienia zakładu nie zdołał zbiec z niego ani jeden osadzony. Skarb Państwa podejmował próby sprzedania obiektu, jednak za każdym razem kończyły się one fiaskiem. W okresie wakacji zwiedzanie więzienia organizuje Starostwo Powiatowe w Łęczycy; dokładniejsze informacje pojawią się na stronie internetowej Starostwa pod koniec czerwca.

Nawiedzona willa

Okazuje się, że nawiedzone domy istnieją nie tylko w horrorach. Jedno z takich przerażających miejsc można znaleźć w Gdańsku. Posiadłość została wzniesiona na początku XX w. u stóp wzgórza Sobótka. W legendach uważane jest za miejsce sabatów czarownic, przez co wzniesienie do dzisiaj nazywa się „diabelskim”. Tajemniczości dodaje tej historii fakt, że od 1925 r. aż do wojny miejsce spotkań miała tutaj gdańska loża masońska. Po wojnie budynek był wykorzystywany przez redakcję TVP Gdańsk, natomiast od 2000 r. popada w ruinę. Wielu okolicznych mieszkańców oraz łowców duchów utrzymuje, że nocami w budynku pojawiają się światła nieznanego pochodzenia. Zważywszy na przeszłość tego miejsca, doniesienia te wydają się całkiem prawdopodobne.

Klimaty industrialne

Miłośnicy eksploracji ruin dawnych obiektów przemysłowych z pewnością nie rozczarują się wizytą w cementowni Grodziec, znajdującej się w Będzinie. Została uruchomiona jeszcze w 1857 r., natomiast później przejął ją belgijski koncern Solvay i kontynuował jej rozbudowę aż do wybuchu II wojny światowej. Po wojnie produkcję wznowiono. Jako ciekawostkę warto dodać, że fabryka wykorzystywała do produkcji ciepło pochodzące ze spalania węgla wydobywanego ze złoża pod budynkami cementowni. W 1979 r., gdy zasoby zostały wyczerpane, a także okazało się, że wadliwie wykonane zabezpieczenie wyrobiska zagraża głównym budynkom zakładu, produkcja została zatrzymana. Obiekt jest wart polecenia przede wszystkim ze względu na dobrze zachowaną infrastrukturę, w tym potężne ceglane kominy, silosy do przechowywania surowca produkcyjnego oraz wielkie piece do produkcji cementu metodą solvayowską. Zwiedzanie ruin jest niebezpieczne, ponieważ większość budynków grozi zawaleniem. Istnieje jednak możliwość przyjrzenia się im z bardzo bliskiej odległości.

Pamiątki po nazistach

Jedną z najbardziej spektakularnych pozostałości po działalności nazistów na ziemiach należących współcześnie do Polski są ruiny fabryki benzyny syntetycznej (produkowanej z węgla kamiennego), znajdujące się w podszczecińskich Policach. Niemcy rozpoczęli wznoszenie zakładów w 1937 r. i ukończyli prace podczas II wojny światowej. Obiekt miał dla Hitlera strategiczne znaczenie – opracowana przez Friedricha Bergiusa metoda produkcji zapewniała najczystsze dostępne paliwo, którym można było napędzać samoloty Luftwaffe oraz U-Booty z Kriegsmarine. Szczególnie istotne stało się to pod koniec wojny, gdy Niemcy utracili dostęp do pól naftowych w Libii. W szczytowym momencie działalności, w 1943 roku, zakład wyprodukował 577 tys. ton benzyny. Naloty dywanowe w późniejszym czasie znacznie obniżyły jego wyniki produkcyjne. W fabryce wykorzystywano niewolniczą pracę jeńców wojennych, ulokowanych w pobliskich obozach pracy i koncentracyjnych. Przez fabrykę przewinęło się około 30 tys. robotników, z czego 14 tys. poniosło śmierć w wyniku wycieńczenia i chorób.

Zrujnowany w wyniku ataków bombowców kompleks po wojnie został splądrowany przez Armię Czerwoną, stacjonującą w Policach aż do 1948 roku. W kolejnych latach obiekt popadał w coraz większą ruinę. Pomimo upływu czasu ciągle można tutaj podziwiać liczne ciekawe budowle, w tym wyróżniający się na tle otoczenia potężny czerwony silos, służący do przechowywania węgla. Cały teren fabryki, o powierzchni około 1500 ha, jest ogólnodostępny. Został wyznaczony specjalny szlak turystyczny wiodący przez najciekawsze obiekty ocalałe po II wojny światowej. Ponadto w każdy weekend można wziąć udział w zwiedzaniu organizowanym przez towarzystwo SKARB, opiekujące się ruinami fabryki.

W sercu stolicy

Także w Warszawie miłośnicy opuszczonych budynków znajdą fascynujące ciekawostki. Jedną z nich jest siedziba niedziałającej już uczelni wyższej AlmaMer, mieszcząca się przy ul. Wolskiej. Szkoła została otwarta w 1994 r., natomiast w 2016 r. zakończyła działalność ze względu na potężne, wieloletnie zadłużenie. Wieżowiec, w którym znajduje się siedziba dawnej uczelni, do dzisiaj nie znalazł nabywcy. Całkowicie niestrzeżony, przyciąga dziś wielu pasjonatów niezbyt bezpiecznych wędrówek. W porzuconych z dnia na dzień pomieszczeniach pozostawiono wiele mebli, dokumentów i pomocy dydaktycznych, a w Internecie można spotkać się z pogłoskami mówiącymi, że władze uczelni nie zabrały nawet sprzętu badawczego, który następnie szybko padł ofiarą złodziei.

Wchodzenie na teren byłej uczelni, a tym bardziej do budynku, jest oczywiście nielegalne. Warto jednak wiedzieć, że praktycznie w sercu Warszawy można znaleźć taką niespodziankę.

Nieprawdopodobne, owiane tajemnicą historie nie są wyłącznie domeną hollywoodzkich filmów. Można je znaleźć także w Polsce, jednak z pewnością nie przy głównych drogach (no, może za wyjątkiem wspomnianej dawnej AlmaMer). Jeśli powyższe obiekty cię zainteresowały, zabierz ze sobą mapę i wyrusz w drogę najszybciej, jak możesz – dopóki jeszcze istnieją…


Dodaj komentarz