#czytamwiersze: Rymkiewicz

Gdy w Milanówku zachodzi słońce, dzieją się rzeczy magiczne i straszne. Jeż opowiada wiewiórce baśnie, kot w trawie pożera szerszenia, zmarli jadą późną nocą nie wiadomo dokąd i po co. Żywe i martwe, młodość i starość, piękno i brzydota wciąż się przenikają, mieszają ze sobą, łączą w jedno.

Ogród w Milanówku – Poezja brzóz i kotów

Ten tajemniczy, baśniowy świat wydaje się w równym stopniu nadzwyczajny, co zwyczajny i w tym właśnie tkwi sedno twórczości Jarosława Marka Rymkiewicza. W jego wierszach przenika się wiele sprzeczności, istnieją dziwne, nienaturalne relacje, przedmiotem zainteresowania stają się rzeczy zbyt zwyczajne, pozostające w ukryciu, zazwyczaj zbywane milczeniem. Autor pisze o gnijących jeżach, gipsowych krasnalach, pochodach zmarłych kotów, a także koszach na śmieci i tym, co się w nich znajduje. To niewątpliwie zaskakujące, kuriozalne, wręcz niesmaczne tematy, które jednak zostają po mistrzowsku zobrazowane, jakby oko poety widziało inaczej, dostrzegało świat z innej perspektywy. Ogrody, o których Rymkiewicz pisze nad wyraz często, nie są doskonałe, sąsiadują między innymi ze wspomnianymi koszami na śmieci, w których

(…)puszki plastik dwa psie gówna i milczenie

śmieci śmieci – jest w tym jakieś Boże tchnienie

(Kosz na śmieci przy stacji kolejki WKD w Milanówku pod Warszawą)

A jednak, mimo panującej wokół brzydoty, świat roślinny i zwierzęcy stara się wychodzić na pierwszy plan, walczy o swoje miejsce. To w nim w szczególności można dostrzec owo Boże tchnienie. Chociaż trudno znaleźć tu miejsce będące choć w niewielkim stopniu odbiciem biblijnego rajskiego ogrodu, boski pierwiastek jest niewątpliwie wyczuwalny. Poeta portretuje tę niezwyczajność w zwyczajności niezwykle umiejętnie.

List wysłany w zaświaty

Wiersze uhonorowanego Nagrodą Nike Rymkiewicza przepełnia zarówno życie, jak i śmierć. Jego twórczość niemal w całości skupia się na problemie istnienia. Autor zastanawia się nie tylko nad tym, czym właściwie jest istnienie, ale również nad tym, czym jest jego odwrotność. Czy można nie istnieć? W jaki sposób dążymy do nieistnienia? Zmierzanie w kierunku końca ukazuje wielorako: jako wędrówkę, jazdę, a nawet taniec, cel jednak pozostaje ten sam.

Człowiek, podobnie jak wszystkie organizmy żywe, które poeta wprowadza do swojej poezji, podlega nieubłagalnym prawom natury, które kierują życie w stronę śmierci, nicości i nieistnienia, pisze Joanna Dembińska-Pawelec, dokonując analizy poezji Rymkiewicza. Stwierdzenie to, mimo że dość oczywiste, znakomicie pokazuje problematykę poruszaną przez twórcę. W tomie Zachód słońca w Milanówku natura odgrywa niebagatelną rolę. Rymkiewicz szczególnie często odwołuje się do świata roślinnego – kieruje swoje słowa bezpośrednio do drzew, kwiatów, a nawet chwastów, łącząc ich życie i przemijanie z bytem człowieka. Aż trzynaście z trzydziestu siedmiu wierszy ma słowo „ogród” w tytule i nie ma wątpliwości, że poeta nazwał je tak w konkretnym celu. W ogrodach kwitnie bez i lewkonia, przelatują nad nimi gawrony, zwierzęta zapadają w zimowy sen, ale też umierają i gniją, nieustannie towarzysząc sobie w wędrówce do śmierci.

Mały pejzaż jesienny

W posłowiu do Zachodu słońca… Ryszard Przybylski opisał Rymkiewicza jako poetę metafizyki istnienia i trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Jego wiersze pełne są śmierci, brudu i zgnilizny, ale równocześnie tkwi w nich życie, wypełniające opisywane przez niego rośliny i zwierzęta. Wszystko się tu pleni, plącze, łączy ze sobą nierozerwalną nicią. To, co zazwyczaj pozostaje niezauważone, będąc zjawiskiem oczywistym i mogłoby się wydawać, niewartym uwagi, okazuje się bohaterem godnym wiersza.

Białe kwiaty hortensji upadły na trawę

I teraz nie są białe lecz trochę żółtawe

Na prawo jest czeremcha na lewo w zieleni

Norweska jarzębina się jeszcze czerwieni

Dalej winorośl – w sukni czerwonej jak Tosca

Będzie naga i czarna po pierwszych przymrozkach

To, co zjawia się wiosną – jesienią gdzieś znika

I to jest cała moja tu problematyka

(Koniec lata w zdziczałym ogrodzie)

Poeta znajduje czas, żeby przyjrzeć się kwiatom i drzewom, nadaje im cech ludzkich, nieco erotyzuje. Białe, delikatne kwiaty hortensji lekko upadają na trawę, jarzębina czerwieni się w ukryciu, ponętna winorośl zrzuca czerwoną suknię, odkrywając swą nagość. Dzięki takiemu sportretowaniu rośliny zyskują nowe oblicze, stają się interesujące, kuszące. Otrzymują możliwość komunikacji za pomocą mowy ciała, do tej pory zastrzeżonej wyłącznie dla ludzi. Naturalne procesy stają się magiczne, wyjątkowe, tajemnicze. Poeta czyni z cykliczności życia problem, nad którym warto się pochylić. Niewidoczna u ludzi i zwierząt, których przemijanie jest powolne i stałe, u roślin jest nad wyraz fascynująca. Naga winorośl ponownie, wraz z nadejściem wiosny, przybierze swą nieskromną suknię. Pozornie niewinne kwiaty hortensji znów będą uwodzić swym wdziękiem.

Rymkiewicza fascynuje zarówno to, co przemijające, jak i to, co nieskończone. Każde zwierzę i roślina, nawet jeśli wspomniane mimochodem, jakby od niechcenia, ma swoje znaczenie. Jest częścią istnienia. Wpisuje się w ten niezwykły, nieustanny cykl życia i przemijania, a więc niezależnie od swoich rozmiarów, staje się częścią czegoś wielkiego.