#czytamwiersze: Fiedorczuk

Pisać można za pomocą różnych rzeczy: komputera, pióra, kredki, smartfonu. Pisać można również ciałem. Ale i rośliną. W ten sam sposób można czytać. Przez pryzmat drzewa, krzewu bzu, lilii czy pokrzywy. Bo książki są roślinne (i to nie tylko z powodu materiału, na którym się je drukuje). Książki są roślinne, ponieważ mieszkają na ziemi na tych samych prawach co człowiek, zwierzęta i inne stworzenia.

Ekopoetyka jest nazwą nurtu zapoczątkowanego w literaturze anglosaskiej i starającego się opisać relacje między człowiekiem a przyrodą bądź analizować wcześniejsze teksty z tej perspektywy. Interesuje ją [ekopoetykę] wykraczanie poza antropocentryczną wizję świata, zmiana postrzegania tego, co ludzkie i nie-ludzkie (za culture.pl). Ta dziedzina wiedzy zdobywa w Polsce coraz to większą popularność. Jest to w dużej części zasługą Julii Fiedorczuk – wśród jej publikacji poza liryką i prozą znajdziemy dwie ważne pozycje dotyczące właśnie tych zagadnień. Pierwsza z nich, Ekopoetyka, to trójjęzyczny esej napisany wspólnie z Gerardem Beltránem. Opisuje on związki między nauką a literaturą i daje podstawowe narzędzia do interpretacji ekokrytycznej. Druga książka nosi tytuł Cyborg w ogrodzie i jest pogłębionym wprowadzeniem do tego zagadnienia. Zainteresowanie tą tematyką jest również mocno widoczne w twórczości polskiej pisarki. Przyjrzyjmy się bliżej jej ostatniemu tomikowi wierszy z 2012 roku – tuż-tuż. Już okładka mówi nam wiele o zawartości książki. Widzimy na niej mięsożerną rosiczkę zespoloną w całość z waginą. Symboliczne połączenie natury i kobiecości, które są cykliczne. Jednocześnie nad rosiczką unosi się biały kwiat symbolizujący niewinność. XX i XY widniejące na samym dole to chromosomy żeńskie i męskie. Równie istotna jest kolorystyka całości – przeważają zielony (rośliny) i czerwony (krew). Całość podkreśla jedność człowieka z naturą oraz to, że człowiekowi bliżej do natury niż do kultury (za popmoderna.pl).

Wewnątrz tomu znajdziemy zdjęcia pokazujące ślady odciśnięte na kobiecym ciele. Można przypuszczać, że są to odciśnięte rośliny. Natura wyciska swoje piętno na życiu kobiet, ich cielesności. Tak jak na widocznych fotografiach, tak i w wierszach sąsiadujących z nimi możemy odszukiwać różnego rodzaju ślady, jakie natura zostawia na ciałach i psychice kobiet (i nie tylko w nich!). Przyjrzyjmy się fragmentowi wiersza Pola Mokotowskie.

(…)
Kiedy coś zapiszę, to nie muszę
czytać, uwierz: gdybym mogła
byłabym krzakiem bzu

pod którym odpoczywasz
w ten bezchmurny dzień.
Twój deszcz mnie obezwładnia.
Warszawa, maj 2009

Podmiot nie wybiera żadnego silnego zwierzęcia, aby się w nie wcielić. Nie chce być również potężnym dębem ani kuszącą różą. Wybiera krzak bzu. Krzak, który symbolizuje miłość do drugiej osoby. Miłość wyjątkową, gorącą, niewinną i czystą. A może nie tylko do osoby. A może człowieka wcale w tym wierszu nie ma? Może chodzi właśnie o miłość do roślin, zwierząt i całego otaczającego świata. O umiłowanie tego, co naturalne. W zależności od tego, czy zechcemy interpretować wiersze w sposób antropocentryczny czy nieantropocentryczny, ujrzymy całkiem inny obraz: możemy stworzyć wizję świata roślinnego lub całkowicie ludzkiego. Zajrzyjmy jeszcze do innego fragmentu tego tomu. W wierszu Fotoshop Acropolis czytamy:

Ilu trzeba słów, żeby powiedzieć: cztery
maki zakwitły w szczelinach wesołego
boga? co trzeba przemilczeć ze względu
na kadr? Mądre drzewo, szorstkie
pomarańcze jak planety dla twojego słońca
Słońce, te czerwone iskry, to z ciebie? (…)

Co trzeba przemilczeć ze względu na kadr? Czym jest kadr? Naszym spojrzeniem? Czy fragmentem świata? Co przemilczamy, patrząc codziennie na świat? Czy zwracamy uwagę na drzewa rosnące przy domach? Czy widzimy kwiaty bzu mijane w drodze na przystanek autobusowy? Czy patrzymy na maki rosnące w przyblokowych ogródkach? Jak często jesteśmy zbyt zajęci własnymi zmartwieniami, żeby zauważyć to, co od zawsze nas otacza?

Wydaje mi się, że to jest najcenniejszy element poezji Julii Fiedorczuk. Potrafi wyciągnąć na światło dzienne elementy, których nie dostrzegamy w pędzie życia. Pokazuje nam, w jak bardzo ograniczony sposób odbieramy świat. I chyba właśnie dlatego czasem warto sięgnąć po coś, co sprawi nam opór (mnie wiersze warszawskiej poetki zdecydowanie taki opór stawiły, nie była to lekka lektura) i spróbować „patrzeć trochę szerzej”.


Dodaj komentarz