Czekając na nieoczekiwane

Życie to nieustanny proces oczekiwania. Czekamy na autobus, na weekend, na przerwę obiadową, na lato i tak dalej. Tak można wymieniać w nieskończoność. Unikamy jedynie czekania na coś, co jest mało prawdopodobne. Mimo to, zdarza się, że nie doczekujemy tego, na czym tak nam zależało.

Załóżmy, że czekamy na autobus. w końcu musi kiedyś przyjechać, przecież kierowca musi w miarę przestrzegać rozkładu jazdy. W mieście czymś oczywistym może być spóźnienie, ale ostatecznie autobus musi pojawić się na naszym przystanku. Kiedy nie przyjeżdża o wyznaczonym czasie, czekamy kolejne pięć, dziesięć, piętnaście minut. Po dwudziestu nasze zdenerwowanie osiąga punkt krytyczny. Trudno, za chwilę będzie następny. Tyle tylko, że ten również się nie zjawia.

(Nie)wygodna poczekalnia
Do wyboru zostaje nam parę opcji. Możemy wrócić do domu, zamówić taksówkę, Ubera, czy nawet zadzwonić do przyjaciela i poprosić go o podwózkę albo zwyczajnie czekać dalej, bo kiedyś jakiś autobus musi nadjechać. Podobnie jest i w życiu. Tak, wiem, to zdanie może faktycznie być dzisiaj mocno przetarte. Metafory nie dają rozwiązań, raczej tylko utrudniają ich znalezienie. Ale uczą cierpliwości, a ta przydaje się kiedy mowa o niespełnionych oczekiwaniach.

Wracając do naszych opcji, pierwsza oznacza oddanie walki walkowerem. Opcja wygodna, powiedziałbym, że nawet najwygodniejsza. Komformizm? To określenie ma zdecydowanie zbyt negatywny wydźwięk. Nie zawsze ktoś, kto odpuszcza jest gorszy. Mierzenie siły na zamiary jest raczej przejawem zdrowego rozsądku, a posiadanie takowego nie jest znowu tak częstym zjawiskiem. Co innego kiedy faktycznie mamy widoki na działanie, które zdecydowanie może się opłacić. Wtedy ucieczka rzeczywiście jest co najmniej niewskazana. Jeśli nie dostaliśmy czegoś, co uważamy, że powinniśmy posiąść natychmiast, należy najpierw rozpatrzyć alternatywy zanim zdecydujemy całkowicie się poddać.

Coś za coś
Logika podpowiada, że jeśli czekamy na nasz autobus za długo, to powinniśmy rozejrzeć się za innym środkiem transportu. Tylko, że jeśli od samego początku nie braliśmy go pod uwagę, oznacza to, że jest mniej przystępny. Może być droższy lub odleglejszy, a my możemy nie mieć wystarczająco dużo pieniędzy bądź czasu na spacer. Poza tym nie mamy pewności, że on również nie zawiedzie. Ale od czego przecież mamy przyjaciół. Ktoś na pewno będzie miał możliwość i czas, żeby nas podwieźć. Ale czy wciąganie innych osób w nasze problemy nie jest przypadkiem zbyt egoistycznym zachowaniem?

To, na co zazwyczaj czekamy, jest najczęściej przeznaczone tylko dla nas. Cel, który próbujemy osiągnąć, zdecydowanie rzadziej ma przynieść korzyści innym. Przez większość czasu myślimy przede wszystkim o sobie. Nakłanianie znajomych do tego, aby nam pomogli wydaje się raczej nie fair, zwłaszcza jeśli nie możemy obiecać im żadnych korzyści. Ale podobno tak działa przyjaźń. Czasem trzeba zrobić coś bezinteresownie dla drugiej osoby. Podobno. W praktyce wygląda to tak, że przysługę wymieniamy na przysługę. Nawet jeśli przysługą ma być tylko utwierdzenie naszego przyjaciela w przekonaniu, że jest dobrą osobą, choć prawdę powiedziawszy jest to niewielka “zapłata” i rzadko kiedy wystarcza. Także i w tym wypadku musimy przygotować się na koszta.

Cierpliwości nigdy za wiele
Cierpliwość jest ponoć cnotą. Tak przynajmniej powszechnie się twierdzi. Dlatego może opcja czekania nie wydaje się taka zła, jednak jej wszystkie “za i przeciw” stanowią dość duży kontrast. Z jednej strony mamy szansę doczekać się tego, czego chcieliśmy od początku. Nie musimy w to wkładać dodatkowego wysiłku, nic nas to nie kosztuje, nie musimy nigdzie się ruszać. W pewnym sensie jest to wyjście równie komfortowe co poddanie się, ale nie musimy czuć się winni, że odpuściliśmy. Z drugiej jednak strony, nie mamy pewności czy tak naprawdę czegoś doczekamy. Nie robimy nic, nie mamy wpływu na to, czy coś faktycznie się zmieni. Jedyne co robimy to marnowanie czasu. Dawno mogliśmy znaleźć alternatywne rozwiązanie albo przynajmniej rzucić to wszystko i nie żyć dłużej w niepewności.

Ostatecznie wszystko sprowadza się do odpowiedniej oceny sytuacji. Pewne jest tylko to, że trzeba zacząć działać. Nawet jeśli działanie oznaczałoby w tym wypadku nic nierobienie. Czekanie może w końcu się opłacić, a nawet czasem przynieść jakąś korzyść. Ale wtedy stoimy w miejscu. Poddanie się zaoszczędzi nam nerwów i możemy zająć się czymś innym, czymś co da nam poczucie spełnienia. Ale możemy wtedy porzucić coś cennego i wartego odrobiny cierpliwości. Znalezienie innego rozwiązanie jest rozsądne, lecz z drugiej strony może być zbyt kosztowne i w ogóle nieopłacalne. Dlatego naturalnym uczuciem w takiej sytuacji jest frustracja. Jednak nigdy nie powinniśmy załamywać rąk. To, na co czekaliśmy w końcu przyjdzie do nas w takiej czy innej formie, a jeśli nie, zawsze możemy znaleźć coś nowego, na co być może nie będzie trzeba czekać w ogóle.


Dodaj komentarz