Czekając na Absolut

Tadeusz Różewicz w tomiku „Płaskorzeźba” w 1991 roku napisał w utworze pozbawionym tytułu: Wy­ga­śnię­cie Ab­so­lu­tu nisz­czy / sfe­rę jego prze­ja­wia­nia się. Świat, w którym istniejemy wydaje się być uwarunkowany przez funkcjonowanie sił wyższych. Zależnie od poglądów upatrujemy ich prapoczątków w bardzo różnych źródłach.

Rozważania nad początkiem świata absorbują człowieka praktycznie od początku dziejów. Współcześnie rozważa się nadal wiele różnych możliwości. Ze względów pragmatycznych największym poparciem cieszą się dziś analizy podparte materiałem naukowym, jednak nawet między badaczami panuje brak zgody co do początku istnienia.

W pewien sposób przerasta zdolności ludzkiej percepcji uznanie, złamanie się pod naporem stwierdzenia, że rzeczywistość powstała z niczego. Analizując zagadnienie w sposób filozoficzny, kategoria niebytu, braku istnienia sprawia wrażenie sprzecznej wewnętrznie. Jeśli stwierdzamy istnienie niebytu, to w ten sposób właśnie obdarzamy go bytem. Jeśli zaś stanowi czyste nieistnienie, to w ogóle nie powinniśmy być go świadomi. Pomysł na to, że znana nam kula ziemska i jej przyległości wzięły się z nicości nigdy nie powinien nam przyjść do głowy. Skąd więc się wziął? Wydaje się, że u podłoża tego oraz wielu innych pytań o fundamentalnym znaczeniu stoi właśnie Absolut, pojęcie absorbujące filozofów, lecz i po prostu ludzi światłych od wieków.

Czym jesteś, który jesteś zawsze?
Na przestrzeni dziejów filozofii rozwinęło się niezwykle wiele różnorodnych definicji Absolutu. Istnieją jednak pewne elementy konstytutywne wszelkich prób deskrypcji, bez których rozpatrywany przez nas rodzaj bytu nie mógłby w ogóle istnieć. Do jego zasadniczych cech zaliczamy doskonałość, bezprzyczynowość, absolutną niezależność, samoistność oraz nieograniczoność i nieokreśloność. W przeciwieństwie do wszelkiego innego bytu, który istnieje na świecie, Absolut nie ma żadnej siły sprawczej, ponieważ jako jedyny aby istnieć nie musiał zostać stworzony. Fakt jego zaistnienia wobec braku możliwości wskazania konkretnego momentu genezy jest różnie wyjaśniany, najbardziej zaś naturalnym uzasadnieniem jest to, że istniał po prostu zawsze. Stanowisko takie przyjął chociażby św. Tomasz z Akwinu, wyróżniając spośród istniejących bytów konieczny, którym był w jego systemie Bóg, oraz przygodne. Pierwszy z nich musi istnieć bezwarunkowo, nie dysponuje on możnością nieistnienia, bowiem bez niego nie byłoby niczego innego. Wszystkie byty poza nim istnieć nie muszą w tym sensie, że ich zniknięcie, jak i pojawienie się nowych jest do pomyślenia oraz dzieje się regularnie.

Na przestrzeni wieków
Nawet pobieżne streszczenie dziejów pojęcia Absolutu jest w takiej syntetycznej formie niemożliwe. Ograniczę się więc do wymienia najważniejszych stanowisk oraz ukazania procesu rozwojowego, który zaprowadzi nas do współczesności.

Samo pojęcie Absolutu spopularyzowali w Europie dopiero myśliciele oświeceniowi z Wolterem na czele. Wzrost znaczenia pojęcia zbiegł się jednak z sceptycyzmem poznawczym wyrażonym względem niego. Filozofowie XVIII-wieczni podważali najczęściej możliwość poznania bytu absolutnego, zaś w koncepcji Boga cechował ich deizm, a więc wiara, że Najwyższy raz stworzył świat i więcej już weń nie ingeruje. Mało kto natomiast pamięta, że autorem pojęcia jest Mikołaj z Kuzy, filozof i teolog schyłku średniowiecza, któremu zawdzięczamy też zdefiniowanie bytu absolutnego jako doskonałej zbieżności przeciwieństw – coincindentia oppositorum. U Kuzańczyka kategorie Boga i Absolutu przeplatały się, stanowiąc wręcz często jedność jako Bóg-Absolut. Podejście to zaczerpnął jeszcze ze starożytności i z plotyńskiej „prajedni”, z której emanują wszystkie inne byty. Obraz tak pojętego Absolutu dobrze zgadzał się z wizerunkiem chrześcijańskiego Boga Stworzyciela, stąd łącznie tych dwóch kategorii początkowo wydawało się naturalne, choć przecież już wcześniej zostało skrytykowane – w XIII w. niezbieżność tych dwóch kategorii wykazał Akwinata.

Nowożytna filozofia nie daje się krótko scharakteryzować bez uszczerbku dla całkości. Wartym zapamiętania jest fakt, że zupełnie inaczej pojmowali Absolut oświeceniowi racjonaliści, a inaczej zaprezentował się w systemach idealistów XIX wieku. Niektórzy, tak jak Spinoza, pojmowali Absolut panteistycznie i tożsamościowo z Bogiem, uznając jego immanentne istnienie w świecie, inni, jak choćby Fichte, Schelling czy Hegel dostrzegli w nim rozum. Ostatni z wymienionych filozofów nawet rozróżnił etapy rozwoju Absolutu, podważając wcześniejsze założenie o całkowitej jego niezmienności. W filozofii XX wieku kategoria bytu absolutnego jest obecna już dużo słabiej, jednak nadal znajduje swoich wiernych krzewicieli, jak choćby Alfreda Whiteheada.

Pragnienie Absolutu?
Wielu z nas nie odczuwa na co dzień potrzeby zadawania pytań o siły metafizyczne, kształtujące regułę, według której zbudowany został świat. Wystarcza nam postrzeganie tego, co fizycznie namacalne bądź ewentualnie poruszanie się w sferze emocjonalnej. Rzadko zastanawiamy się nad zasadami naczelnymi kierującymi naszymi istnieniami oraz powodami, dla których w ogóle one zaistniały.

Oczywiście, biologia nie stanowi tajemnicy. W wyniku kontaktu płciowego osobników płci przeciwnej i tego samego gatunku następuje wytworzenie zarodka, który w wyniku skomplikowanej serii podziałów zaczyna wzrost po to, aby następnie przejść w stadium życia płodowego i wreszcie w formie pozwalającej na samodzielne przeżycie opuścić matczyne łono. Skąd jednak w ogóle cały mechanizm, który za to odpowiada?

Można by rzec, że to wszystko to wyłącznie dzieło ewolucji. Że wszystkie elementy ludzkiego organizmu powstały w drodze doboru osobników o cechach najbardziej sprzyjających ekspansji, a przez to preferowanych w populacji. Wznieśmy się jednak jeszcze ponad to stwierdzenie i spróbujmy dobrnąć aż do sedna – wszak mechanizm ewolucyjny, opisany przez Darwina, nie wziął się znikąd. Znakomity przyrodnik z ekspedycji statku Beagle dał jego naukowy opis, jednak przecież nie jest jego twórcą.

Wypróbowaliśmy już wiele różnych dróg rozumowania, a jednak każda kolejna prowadzi nas do pytań nierozstrzygalnych, do najbardziej pierwotnego prawzoru zaistnienia i rozwoju rzeczywistości. W istocie łatwiejsze wydaje się zaakceptowanie istnienia bytów człowiekowi niedostępnych niż próba pełnego i dającego się obronić opisu świata powstałego bez ich istnienia. Stąd istnienie Absolutu przyjmowali często nawet ci filozofowie, którzy nie akceptowali samej koncepcji Boga.

Pragnienie spotkania
Samego Absolutu wprost nie jesteśmy w stanie doświadczyć. Jak orzekłby św. Tomasz z Akwinu, jako byty przygodne znajdujemy się w hierarchii bytów poniżej bytu koniecznego, przez co niemożliwe jest pełne działanie epistemologiczne skierowane w kierunku wznoszącym. Mimo to wydaje się, że w jakiś sposób poszukujemy jego obecności, pragniemy odnaleźć ślady jego wpływu na otaczający nas świat. W powszechnej świadomości pojęcie Absolutu stanowi nieraz wyłącznie ekwiwalent imienia Boga. Sens tej kategorii jest inny, jednak szczególnie w nurcie filozofii katolickiej ulegają one znaczącemu zbliżeniu.

Cele takiego poszukiwanie mogą być w mniejszym lub większym stopniu uświadomione. Czasem odbywa się ono zupełnie poza naszą świadomością, okazuje się jakąś formą duchowego pendant ku zgłębieniu tego, co racjonalnie jest człowiekowi niedostępne. W innych przypadkach gest nasz jest bardziej przemyślany i zaplanowany, z góry ukierunkowany na badanie sił nadprzyrodzonych. Każda z tych metod przynosi efekty, niemniej sądzę, że w pierwszym przypadku paradoksalnie szansa osiągnięcia pożądanej refleksji i przekonania jest większa.

Szczególnymi okolicznościami poszukiwania instancji nadrzędnej nad całym stworzeniem są sytuacje graniczne, czyli wydarzenia narażające na zniszczenie wyznawany przez nas system wartości, z trudem wznoszony pomnik pięknego światopoglądu. Gdy zawodzą wszelkie ziemskie nadzieje, a kategorie myślenia racjonalnego okazują się nieprzystające do cierpiącej psychiki, ratunku i wyjaśnienia szukamy właśnie w tym, co niezwykłe, co nosi znamiona boskości, od czego oczekujemy pocieszenia i słów rozjaśnienia zdarzeń, jakie nas spotykają, podejmujących wyzwanie uzmysłowienia sensu cierpienia i trudu, na który zostaliśmy wystawieni.

Istnienie Absolutu wydaje się naturalnie akceptowalne – dużo większą trudność stanowi opisanie świata zamkniętego w jego fizycznych ramach. Stąd być może bierze się silna potrzeba poszukiwania go pomimo niedostępności: daje nadzieję na uzyskanie wyjaśnienia, odpowiedzi. Oczekiwanie na spotkanie z nim trwa nieraz całe życie.


Dodaj komentarz