Czarna Madonna polskiego rocka

Jej muzyka towarzyszy nam od kilku dekad. Mimo, że „pierwsza dama polskiego rocka” już nie zaśpiewa, muzyka zespołu Maanam pozostanie nieśmiertelna. A teksty piosenek Kory będą zawsze aktualne.

Boom na Maanam
Widownia festiwalu w Opolu oszalała na jej widok. Jest rok 1980, a widzowie nie zdawali sobie jeszcze sprawy, że są świadkami rewolucji na polskiej scenie muzycznej – początku tak zwanego „boomu polskiego rocka”. Blask reflektorów oświetlał wysoką, szczupłą kobietę. Wyróżniała się na tle innych wokalistek, śpiewających przed nią – miała krótkie włosy, mocny makijaż, błysk w oku, uderzającą pewność siebie i punkową energię, z jaką wykrzykiwała słowa piosenki:

Tymczasem żegnam panie dziennikarzu
I niech pan nie zapomni przesłać
Stu egzemplarzy gazety z wywiadem
Podaruję panu zdjęcie z autografem
Maanam, Boskie Buenos

To było coś zupełnie nowego. Buenos Aires, szampan, podróże pierwszą klasą – ludzie żyjący w szarej rzeczywistości PRL-u nie byli przyzwyczajeni do takich piosenek. Do tego ten pazur, z jakim Kora rozgrzewała opolską publiczność. Na to czekała młodzież, buntująca się przeciwko systemowi, w jakim dane im było dorastać. Pojawiła się nowa idolka, skandalistka, niestroniąca od kontrowersji gwiazda, później – pierwsza dama polskiego rocka.

Zespół Maanam nie przypadł jednak do gustu jury festiwalu. Muzycy przewidywali, że nie mają szans na wygraną. Jednak telefony od widzów się urywały (wtedy głosowano, dzwoniąc na podany w telewizji numer). W czasie głosowania na nagrodę publiczności ludzie specjalnie biegli do budek telefonicznych, by pokazać poparcie dla swojego faworyta (wielu z nich nie miało wtedy telefonów). Maanam wygrał bezapelacyjnie. Dalszą historię zna chyba każdy. Występy przed tłumami wiernych fanów, rekordowe nakłady sprzedanych płyt, koncerty w Niemczech i Holandii, teledysk do utworu Sie ściemnia w brytyjskim MTV. Tak powstaje legenda.

Nie jestem biała i nie jestem czarna
Gdyby nie Marek Jackowski (lider zespołu Maanam), nie byłoby Kory, gdyby nie Kora, nie byłoby Maanamu, więc również sukcesu Marka. Uzupełniali się doskonale jako kompozytor i autorka tekstów, gitarzysta i wokalistka, również jako mąż i żona. Olga (tak naprawdę miała na imię Kora) Jackowska nie zawsze chciała być piosenkarką. To mąż, zakładając zespół, dał Korze szansę stanięcia przed mikrofonem. I to ona w końcu swoją charyzmą porwała tłumy, przynosząc obojgu upragnioną sławę. Przez zespół przewijali się różni muzycy, ale to Jackowscy są „sprawcami” fenomenu Maanamu. Kiedy zakończyło się ich małżeństwo, skończył się Maanam. Band później znowu się odrodził, by przez konflikt Kory i Marka ostatecznie rozpaść się.

Pseudonim artystyczny Kory został zaczerpnięty z mitologii greckiej. Persefona (czyli Kora) miała być sprawczynią pojawienia się pór roku. Nastrój Olgi Jackowskiej był zmienny, podobnie jak pogoda, stąd jej przydomek. Potrafiła być bardzo empatyczną osobą, kochającą swoich bliskich, wrażliwą. Ceniła harmonię i piękno, bywała jednak ostra, bezpośrednia, wybuchowa, szczera aż do bólu. Nie bała się wyrażać własnego zdania, nawet na tematy polityczne – utwór Kreon wykonywała w okularach przeciwsłonecznych, podobnych do tych, jakie nosił Wojciech Jaruzelski. Hanna Bakuła, znana malarka i jej przyjaciółka przyznała: Co ją różniło od innych ludzi? Wszystko. W niczym nie przypominała nikogo. Była absolutnym unikatem. Doskonała w swojej urodzie, osobowości.

Stoję, czuję się świetnie
Jej życie nie było jednak idealne. Zaznała sławy i szczęścia, ale też biedy, upokorzeń, samotności i bólu. W jej domu rodzinnym nie przelewało się, kilka lat dzieciństwa spędziła w domu dziecka prowadzonym przez siostry prezentki w Jordanowie. Twierdziła później, że zakonnice, które miały tam opiekować się dziećmi, znęcały się nad nimi fizycznie i psychicznie. Na domiar złego padła również ofiarą księdza pedofila, co opisała w piosence Zabawa w chowanego, która parę lat temu wywołała wiele kontrowersji. Po powrocie do domu mieszkała w suterenie razem z chorą na gruźlicę matką i braćmi alkoholikami. Zdarzało się, że brakowało im pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb, nawet na jedzenie. Dzieciństwo kojarzyło jej się przede wszystkim z tęsknotą za matką, brakiem poczucia bezpieczeństwa i bezdomnością. Później, w wieku nastoletnim, uciekała przed złymi wspomnieniami w przygody z narkotykami i do powstającego wtedy w Polsce ruchu hippisowskiego. Jako dziecko wielokrotnie pragnęła śmierci. Raz prawie jej się udało. W dorosłym życiu wielokrotnie zmagała się z depresją. Lekarstwem miała być dla niej twórczość.

W końcu zaczęło jej się układać. Osiągnęła sukces jako piosenkarka, jej praca stanowiła też jej pasję. Z partnerem, później mężem, poetą i malarzem Kamilem Sipowiczem odnalazła spokój w domu na Roztoczu. Tam odpoczywała, malowała figurki Madonn, zajmowała się zwierzętami. W momencie, w którym osiągnęła pełnię szczęścia usłyszała diagnozę: rozsiany rak jajnika.

Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na „RAZ!”
Ze słońcem twarzą w twarz
Maanam, Krakowski spleen

Kora chciała, by na jej pogrzebie ludzie byli ubrani kolorowo i aby nikt nie płakał. Pożegnał ją więc mąż we wzorzystej koszuli i kapeluszu w panterkę, przyjaciele, bliscy, fani, ludzie kultury, politycy. Na pogrzebie był też jej ukochany pies – Ramona, która żyła zaledwie miesiąc i jeden dzień dłużej od swojej pani. Nie było księdza – Kora mimo że była wierząca, nie zapomniała traum z dzieciństwa. Była za to figura Madonny pomalowana przez samą artystkę. I utwór Organka Czarna Madonna, w którego teledysku wystąpiła Kora. Spoczęła na warszawskich Powązkach, pośród zieleni, drzew i natury.

Czarna madonno, weź mnie w ramiona
Czarna madonno, ratuj, bo skonam
Nim nas rozdziobią kruki i wrony
Zanim przybędą śmierci szwadrony
Organek, Czarna Madonna

Kora zmarła w wieku 67 lat, 28 lipca 2018 roku o godzinie 5:30 rano, zaraz po najdłuższym w tym stuleciu zaćmieniu Księżyca. Jednak prawdziwe gwiazdy nigdy nie gasną…

Czas od pięt mnie cicho zjada
Truchtem biegnie do sąsiada
Gasi blaski dusi słowa
Radość do rękawa chowa

A planety szaleją, szaleją, szaleją i śmieją się, śmieją się, śmieją
A planety szaleją, szaleją, szaleją i śmieją się, śmieją się, śmieją
Maanam, Szał niebieskich ciał

Jej opiekunka przyznała, że w noc śmierci Kory miała sen – przyśniło jej się, że Kora chodzi po domu i mówi: „Jestem wolna, jestem szczęśliwa”.


Dodaj komentarz