Jak być mistrzem? Czyli praca nauczyciela od podszewki

Z okazji 300. wydania „Outro”, którego motywem przewodnim jest rola mistrza i ucznia, postanowiłam poszukać w swoim otoczeniu pedagoga, by uchylił zarówno mi, jak i wam rąbka tajemnicy na temat swojej pracy.

Moją rozmówczynią jest Beata Sordyl, która w 2017 roku ukończyła studia magisterskie na Wydziale Matematyczno-Fizyczno-Technicznym Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Od ponad roku pracuje w prywatnej placówce, zmagając się z nauczaniem „królowej nauk”, będącej jednocześnie jednym z najmniej lubianych przez uczniów przedmiotem. Prywatnie żona i matka dwójki dzieci.

Zacznę może uniwersalnie. Beato, dlaczego matematyka? I dlaczego akurat postanowiłaś zostać nauczycielką, zamiast wybrać, tak popularne teraz, studia inżynierskie? 

Lubię matematykę tak samo jak czekoladę i nie potrafię tego wyjaśnić. Myślę, że tak już jest: albo coś lubisz, albo nie. Matematyka po prostu mnie fascynuje jako nauka. Uważam, że jak coś lubisz i dobrze rozumiesz, to łatwiej ci jest to przekazać dalej. A z tym nigdy nie miałam problemu. Często pomagałam rówieśnikom, tłumacząc im materiał. Nierzadko były to sytuacje podbramkowe, jak np. zagrożenie oceną niedostateczną, i zawsze z pozytywnym efektem. Myśląc o wyborze tego zawodu, kierowałam się tym, że niesamowitym przeżyciem będzie uczyć innych tego, co mnie interesuje.

Pamiętasz może moment, w którym powiedziałaś sobie „będę nauczycielką”? Bywały chwile zwątpienia w czasie studiów i później?

Nie pamiętam jakiejś szczególnej sytuacji czy wydarzenia, które popchnęłoby mnie do takiego wyboru. Było to raczej spowodowane analizą własnych predyspozycji i zainteresowań. W czasie studiów utwierdzałam się w przekonaniu, że wybór, jakiego dokonałam, jest słuszny. Natomiast pierwszy rok pracy był olbrzymim zaskoczeniem. Nic nie było takie, jakie wydawało się wcześniej. Presja czasu kontra ogrom materiału, nacisk dyrekcji na wyniki oraz różne predyspozycje uczniów. Bardzo dużo czasu zajmuje mi również przygotowywanie się do zajęć. Naprawdę dużo! Trudno jest pokazać atrakcyjność i przydatność funkcji w czasach, gdy młodzież po części funkcjonuje w świecie wirtualnym, gdzie informacje przekazywane są w formie obrazkowej. Atrakcyjność kartki, długopisu i tablicy zapisanej niezrozumiałymi działaniami spada. Dlatego staram się uatrakcyjniać lekcję poprzez pokazy, np. w GeoGebrze i robić jak najwięcej odniesień do sytuacji życiowych. Jednak nie zawsze to wystarcza. Chociaż mam krótki okres stażu w tym zawodzie, nauczyłam się już nie utożsamiać z wynikami moich podopiecznych. Pierwsze jedynki uczniów były dla mnie ciosem. Jak to, przecież zrobiłam wszystko, żeby ich tego nauczyć. A jednak porażka. Teraz już wiem, że na wynik ucznia nie składa się tylko mój wkład, ale też predyspozycje ucznia, podejście do przedmiotu, sytuacja rodzinna, samopoczucie w dniu pisania sprawdzianu itd. Kocham swoją pracę i to, co w niej lubię najbardziej, to ten błysk w oku ucznia, który właśnie pojął zasady trygonometrii. To daje energię do dalszego działania.

Często słyszy się, że jest mnóstwo nauczycieli bez pracy, rzeczywiście trudno było znaleźć ją po studiach?

Pracę znalazłam od razu po studiach. Nie znam nauczycieli, którzy nie pracują w zawodzie nie ze swojego wyboru. Słyszę często o innym problemie. Brak wystarczającej liczby godzin, aby uzbierał się etat. To wiąże się z tym, że trzeba pracować w dwóch lub trzech szkołach jednocześnie, żeby mieć etat. To jest bardzo uciążliwe. Sama tak pracuję.

Pracujesz w prywatnej placówce. Czym różni się ta praca od tej w publicznej szkole?

Podstawową różnicą jest to, że nie mamy Karty Nauczyciela. Pracujemy na zwykłej umowie cywilno-prawnej, jak w każdym innym zakładzie pracy, czyli 40 godzin w tygodniu (w tym 26 tzw. przy tablicy), 26 dni urlopu, z którego musimy skorzystać, np. w trakcie ferii zimowych, wynagrodzenie nie jest ściśle związane ze stażem pracy – raczej z tym, co sobą reprezentujesz jako pracownik i jakie masz wyniki w swojej pracy. Ostatnie uważam za bardzo słuszne.

Myślisz, że jesteś raczej lubiana przez uczniów? Wiesz, jaka opinia krąży na twój temat? Jest to dla ciebie ważne?

Myślę, że tak. Staram się wprowadzać atmosferę współpracy na lekcji. Nie ma złych pytań albo pytań, na które „już powinieneś znać odpowiedź”. Bardzo sobie cenię to, że uczniowie nie boją się podchodzić i pytać nawet w trakcie przerwy. To buduje dobrą relację. Podobno jestem „kosą od matmy”. Ważne dla mnie jest to, żeby moi uczniowie w miarę swoich możliwości przyswajali wiedzę. Sądzę, że sam proces kształcenia jest już wychowaniem młodego człowieka.

Co cenisz sobie w swojej w pracy? Czy praca nauczyciela jest tak łatwa, jak opisują to media?

Cenię sobie nieustanny kontakt z ludźmi, ich szczerość oraz opinie, jak postrzegają otaczającą nas rzeczywistość, bo mimo małej różnicy wieku między nami nasze zdania dość często się różnią. W ostatnim czasie media skupiły się na tym, że nauczyciele pracują tylko 18 godzin. Przykre jest to, że nie mówi się o pozostałych obowiązkach oraz o odpowiedzialności, jaka spoczywa na nas. Muszę przyznać, że sama wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że dwudniowa wycieczka z 16-latkami może być tak stresująca. Sam fakt, że rodzice oddają ci pełną opiekę nad swoimi pociechami, jest dużym obciążeniem.

Czy uważasz, że w dzisiejszych czasach relacja uczeń–nauczyciel jest lepsza niż kiedyś, biorąc pod uwagę też twoje doświadczenia jako uczennicy?

Myślę, że zaciera się granica. Nie dostajesz na dzień dobry szacunku i podziwu. Musisz być elastyczny. Dużą rolę w tej relacji odgrywa współpraca. Nauczyciel już nie jest kimś, kto ma władzę, tak jak to było wtedy, gdy to ja byłam po tej drugiej stronie. Teraz jest raczej kimś w rodzaju kompana czy przewodnika po nieznanym lądzie.

Jak ważna jest, twoim zdaniem, rola nauczyciela w społeczeństwie? Na jego barkach ciąży przecież wykształcenie młodego pokolenia, nierzadko też to właśnie nauczyciel ma największy wpływ na ogląd świata przez ucznia.

Nasza rola w tej układance jest bardzo ważna. Gdyby odliczyć (zboczenie zawodowe) godziny, kiedy dzieciaki śpią, to spędzamy z nimi prawie tyle samo czasu co ich rodzice. Razem więc pokazujemy młodym ludziom ten świat i uczymy ich w nim funkcjonować oraz – co najważniejsze – pomagamy odnaleźć im siebie jako jego część oraz rozwijać ich zainteresowania. Najważniejsze w mojej pracy jest to, żeby każdy z tych młodych znalazł to, co sprawia mu radość (i niestety nie zawsze jest to matematyka), żeby pokazać mu, w czym jest dobry. Nie zawsze jest to łatwe, często ambicje rodziców przerastają możliwości dziecka albo zupełnie odwrotnie – umiejętności dziecka nie są dostrzegane.

Co sądzisz na temat obecnego strajku nauczycieli?

Tak jak wspomniałaś wcześniej, pracuję w prywatnej szkole, zatem nie uczestniczyliśmy w strajku. Tu znowu mam ogromny żal za to, że sprowadziło się nas do nierobów, którzy chcą tylko kasy. Problem edukacji w Polsce jest złożony i wymaga ogromnej reformy oraz –  przede wszystkim – czasu. Przeładowane podstawy programowe nie pozwalają mi prowadzić lekcji tak, jak chcę. Nie mam czasu dla ucznia jako indywidualnej jednostki. Edukacja została sprowadzona do ciągłych testów. Testowani są nie tylko uczniowie, ale my również.

Jak patrzysz na strajk z perspektywy rodzica?

Popieram w pełni.

Mogłabyś rozwinąć? Dlaczego popierasz strajk jako rodzic? Co tobą kieruje?

Widzę w tym strajku również szansę na poprawę komfortu mojej pracy i oczywiście jakości edukacji dla moich dzieci. Uważam, że jeśli teraz nic się nie zmieni, kolejne lata będą martwe. Temat trochę ucichł, strajk zawieszony, ale jest co robić, żeby poprawić obecną sytuację.

Co twoim zdaniem powinno ulec zmianie? I kto jest odpowiedzialny za obecną sytuację w oświacie?

Mam nadzieję, że uda się wypracować odpowiednie zmiany, o których już wspomniałam wcześniej. Obecna sytuacja jest wynikiem reform, jakie zostały przeprowadzone przez ostatnie kilkanaście lat. Część grona nauczycielskiego może się ze mną nie zgodzić, ale czy te wszystkie testy i egzaminy pokazują nam młodego człowieka w pełni? Raczej nie. Podstawa programowa powinna być PODSTAWĄ, którą każdy dobrze opanuje, a w późniejszym etapie edukacji powinno skupić się na konkretnych predyspozycjach oraz upodobaniach ucznia i skupić się przede wszystkim nad ich rozwojem.

Starasz się być dla swoich dzieci mistrzem? Myślisz, że lepszym wyborem dla nich byłoby uczęszczanie do prywatnych placówek czy publicznych?

Każdy rodzic chce być dla swojego dziecka kimś godnym naśladowania; mam nadzieję, że i w moim przypadku tak będzie. Zdecydowanie chciałabym, żeby uczęszczały do szkół prywatnych.

Na koniec najważniejsze pytanie: masz swojego mistrza?

Tak, ale nie jest to jedna osoba. Są wśród nich również moi nauczyciele. Od każdego z nich nauczyłam się czegoś innego.

A jakbyś miała wybrać jakieś motto, cytat, który jest dla ciebie ważny i daje ci „kopa” zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym?

Co do cytatu, to wszystkie, które napisał Albert Einstein, mogę wymienić moje dwa ulubione: „Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić – to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz” oraz „Logika zaprowadzi cię z punku A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie”.

 

Rozmawiała Klaudia Sordyl   


Dodaj komentarz