Kadr z filmu: "Miś Uszatek" Se-ma-for 1975-1987.

Bo klapnięte uszko mam…

Ten cytat, padający w piosence zapowiadającej każdą nową opowieść Misia Uszatka, zna wielu z nas. Zarówno starsze pokolenie, które na każdy odcinek wyczekiwało z niecierpliwością przed czarno-białym telewizorem, jak i młodsi widzowie. Jakie jednak były losy tego sympatycznego misia i wielu innych postaci z polskich bajek animowanych, nim zrobiły karierę na srebrnym ekranie?

Chociaż czasy się zmieniają, to niektóre rodzime wieczorynki niezmiennie opierają się upływowi czasu. Kolejne pokolenia małych telewidzów mogą śledzić pluszowe lub kreskówkowe postacie, którą bawią i uczą często od dziesięcioleci. Pomysły na takich ponadczasowych bohaterów nie brały się znikąd – przynosiło je życie, podpowiadali inni ludzie, a nierzadko powstawały w znacznie bardziej oryginalny sposób.

Dlaczego klapnięte uszko?

To pytanie nęka wielu telewidzów od lat. Postać brązowego, krągłego misia o przyjaznym uśmiechu raczej nie zaskakuje, skąd jednak wzięło się oklapnięte uszko? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy cofnąć się do początków kariery maskotki, jeszcze przed awansem do wieczornego pasma telewizyjnego. Miś Uszatek powstał zupełnie gdzie indziej i nikt wtedy nie zakładał, że w przyszłości stanie się bohaterem wieczorynek. Narodziny Uszatka należy datować na 6 marca 1957 r. – wtedy, w dwutygodniku dla najmłodszych „Miś”, ukazał się pierwszy odcinek opowiadań o znającym wszystkie dzieci misiu-przedszkolaku. Postać wykreował znany polski poeta – Czesław Janczarski, natomiast odpowiednią prezencję zapewnił jej grafik Zbigniew Rychlicki. Właśnie w tej pierwszej opowiastce znajdziesz odpowiedź na niedające spokoju, od tylu lat, pytanie:

Był sobie sklep z zabawkami. W sklepie na półce stały i siedziały pluszowe misie. Między nimi był jeden Miś, który już bardzo długo siedział na półce. Inne misie wędrowały do rąk dzieci. Wychodziły z nimi uśmiechnięte ze sklepu. A o tego Misia nikt nie pytał. Może dlatego, że stał w kąciku. Martwił się Miś coraz bardziej, że nie może bawić się z dziećmi. Z tego zmartwienia oklapło mu jedno uszko.

Z papieru na ekrany

W przeciągu kolejnych kilku lat miś ani na moment nie znikał z łam czasopisma, w którym zadebiutował. Jego popularność była na tyle wysoka, że ze strony Lucjana Dembińskiego padła propozycja wyreżyserowania pełnometrażowego filmu o przygodach Uszatka. Janczarski zdecydował się przenieść przygody bohatera swoich opowiadań na wielki ekran – napisał scenariusz produkcji, a następnie czuwał nad realizacją zdjęć. Rychlicki natomiast stanął przed trudnym zadaniem przeniesienia misia z papieru do świata rzeczywistego. Sztuka się powiodła, ale warto zauważyć, że Uszatek z 1962 r. dość znacząco różni się od swojego późniejszego wcielenia, m.in. oba uszka sprawiają wrażenie oklapniętych.

Przez kolejnych kilkanaście lat ukazało się jeszcze kilka książeczek, w których zebrano dalsze losy sympatycznego misia. W 1975 r. inspirację w postaci Uszatka znalazło Studio Małych Form Filmowych Se-ma-for w Łodzi, które – jako jedyne w tym czasie – produkowało filmy lalkowe. Ponieważ Czesław Janczarski zmarł kilka lat wcześniej, rolę scenarzysty przejął Janusz Galewicz, który wymyślał fabułę kolejnych perypetii misia na kanwie publikacji Janczarskiego. Nowa telewizyjna twarz szybko podbiła serca dzieci – było im bardzo łatwo utożsamiać się z Uszatkiem, ponieważ tak jak one był przedszkolakiem, przeżywał podobne problemy, a nawet ubierał się w podobny sposób, o co zawsze dbał Rychlicki. Wobec tak pozytywnego odbioru produkcji nie przerywano przez 12 lat – w tym czasie zrealizowano aż 104 odcinki serialu.

Z ciekawostek warto dodać, że na 2019 r. zapowiedziana jest premiera nowego filmu pełnometrażowego z misiem Uszatkiem w roli głównej. Głosu użyczy mu Maciej Stuhr, natomiast w imieniu Zająca – odwiecznego przyjaciela Uszatka – wypowie się Czesław Mozil.

Bolesław i Karol

Właśnie tak brzmią pełne imiona bohaterów najbardziej znanej polskiej kreskówki (jak wynika z sondażu Dobranocka wszech czasów), czyli Bolka i Lolka. Dwóch niesfornych chłopców możemy podziwiać na ekranach już od 55 lat. Wysoki, chudy, zawsze ubrany w żółtą koszulkę i czerwone szorty Bolek oraz przysadzisty i bardziej tęgi, noszący biały T-shirt i fioletowe spodnie na szelkach Lolek, tworzą idealny ekranowy duet, oparty na przeciwieństwach. Ich imiona zostały zaczerpnięte z przedwojennego filmu o tym samym tytule, w którym obie główne role zagrał Adolf Dymsza – ulubiony aktor Władysława Nehrebeckiego, twórcy kreskówkowych postaci. Co ciekawe, w początkowym zamyśle autora to Bolek miał być Lolkiem, a Lolek Bolkiem – czy zmiany dokonano słusznie, pozostawiam już twojej ocenie.

Jak wspomina Nehrebecki w licznych wywiadach, na ostateczny kształt postaci miało wpływ kilka czynników – ten decydujący nadszedł z najbliższego otoczenia autora: obserwowanie figli jego synów – Jana i Romana, tak bardzo go pasjonowało, że był skłonny uwierzyć, że spodoba się to także małym widzom, przed telewizorami w całej Polsce. Utwierdziły go w tym liczne listy, które przychodziły od przedszkolaków i od uczniów podstawówek z całej Polski, w których niejednokrotnie padały prośby o wprowadzenie nowych postaci – z tego powodu, od 1973 r., dwójce głównych bohaterów zaczęła towarzyszyć Tola. Nehrebecki wspominał potem w rozmowach, że natrafiał nawet na propozycje bardzo zbliżone do Bolka i Lolka. Wobec tego nie pozostawało nic więcej, jak tylko rozpocząć produkcję, której podjęło się Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. W stworzeniu ekranowego wizerunku Bolka i Lolka, który znamy do dziś, pomogli Nehrebeckiemu Alfred Ledwig i Leszek Lorek. Pierwszy odcinek, pt. Kusza, został wyemitowany w 1963 r.

Przez kolejne 23 lata powstało ponad 150 odcinków przygód kultowego duetu – pogrupowanych w 10 serii, a także dwa filmy pełnometrażowe. Żadna inna polska animacja nie cieszyła się, w swoim czasie, tak dużą popularnością.

Reksio podbija serca

Kto wie, czy Reksio w ogóle by powstał, gdyby nie Bolek i Lolek. Twórca postaci ciekawego świata teriera – Lechosław Marszałek – początkowo współpracował z Nehrebeckim przy tworzeniu serii o przygodach braci rozrabiaków. Zrezygnował jednak, gdy wytwórnia zdecydowała się na produkcję cyklu Bolek i Lolek na Dzikim Zachodzie. Autor nie godził się na to, aby w ten sposób zachęcać dzieci do zabaw z bronią palną.

Marszałek zaczął poszukiwać inspiracji na własny serial animowany, w którym sam zadecyduje, o czym chce opowiedzieć młodym telewidzom. Na pomoc przyszedł mu ulubiony czworonóg. Jak wspominał w jednym z wywiadów poświęconych początkom bajki:

A z Reksiem to było tak: miałem sukę Trolę. Nie muszę dodawać, że było to stworzenie najinteligentniejsze, najwierniejsze, najmądrzejsze i w ogóle. Jej to właśnie sprawki, reakcje, figle, stosunek do człowieka zacząłem opowiadać w filmach aż powstała z tego seria.

Pierwszy odcinek, Reksio poliglota, został wyemitowany w 1967 r. i spotkał się z na tyle dobrym przyjęciem, że zadecydowano o kontynuowaniu prac nad serią. Swoją pozytywną ocenę przedstawiła nawet cesarzowa Iranu – na zorganizowanym przez nią Międzynarodowym Festiwalu Filmów dla Dzieci Reksio otrzymał wyróżnienie.

W ciągu 23 lat produkcji powstało 65 odcinków zwykłych oraz trzy odcinki okazjonalne – emitowane przed Bożym Narodzeniem. Na przestrzeni lat Reksio nie zmieniał się znacznie – obroża znikła z jego szyi już po odcinku wstępnym, natomiast w siódmym odcinku – po raz pierwszy – pojawiła się charakterystyczna czołówka zapowiadająca kolejne przygody z podwórkowego życia psiaka.

Reksio okazał się ponadczasowy – gdy w 1986 r. Lechosław Marszałek odszedł na zasłużoną emeryturę, stworzona przez niego postać nadal biła rekordy popularności. Wobec tego, w następnym roku, zaczęto realizację serii Reksio i ptaki, której głównym reżyserem stał się Ryszard Lepióra, pracujący początkowo pod bacznym okiem i według porad Marszałka. Ostatni odcinek, Reksio i sowa, można było obejrzeć na małym ekranie w 1990 r.

Czy zobaczymy jeszcze Reksia w nowej odsłonie? Niewykluczone – Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej już kilkukrotnie zapowiadało, że realizacja filmu pełnometrażowego z udziałem dobrze znanego całej Polsce psa jest możliwa – podobno powstał już nawet model 3D Reksia.

Miś Colargol – z importu

Niejednokrotnie polskie bajki zdobywały popularność za granicą – Bolek i Lolek do dzisiaj nadawany jest w wielu europejskich krajach. Kilkanaście lat temu można go było oglądać również w wersji chińskiej! Do Polski czasem też trafiały bajkowe postacie z innych krajów. Do grupy tej z pewnością zalicza się miś Colargol, który przybył do nas z Francji.

Historia tej sympatycznej maskotki sięga lat 50. XX w., gdy po raz pierwszy – w swoim słuchowisku radiowym – wykorzystała ją Olga Pouchine. Jak sama później wspominała, wymyśliła Colargola na użytek domowy, aby móc opowiadać własnemu synkowi historie z jego udziałem. Colargol szybko przyjął się we francuskim radiu i gromadził tak wielu słuchaczy, że Arbert Barillé – twórca m.in. serii Był sobie człowiek, Było sobie życie, Był sobie kosmos –zechciał przenieść Colargola na ekrany telewizorów. Przedsięwzięcie to było dość kosztowne, przez co wsparcia odmówiły mu wszystkie krajowe studia filmowe (i wiele zagranicznych). Wyzwanie podjął dopiero łódzki Se-ma-for, a konkretnie Tadeusz Wilkosz, który tchnął życie w Colargola. Zadanie, które przed nim stanęło, z pewnością nie należało do łatwych. Jak sam później komentował:

Umowa z francuskim producentem była taka, że jeśli pierwsza seria bajki spodoba się w Polsce, to będziemy kręcić dalsze odcinki. Nie myślałem aż tak daleko w przyszłość. Poszedłem do sklepu i kupiłem tylko tyle pluszu, żeby było na futerka dla Coralgola do odcinków w pierwszej serii. Gdy okazało się, że seria o Colargolu ma być przedłużona, pojechałem dokupić pluszu. Ale okazało się, że w sklepie już go nie ma, bo zamknęli fabrykę. Następne 14 lat mojego życia upłynęło mi pod hasłem szukania materiałów na futro dla Colargola, żeby było jak najbardziej podobne do tego pierwotnego.

Na planie Colargola pojawiło się w sumie 130 maskotek – do każdego odcinka były potrzebne co najmniej dwa egzemplarze: jeden nowy, natomiast drugi podniszczony, grający role w dalszym planie. Skąd natomiast wziął się pomysł na to, jak Colargol powinien wyglądać? Wilkosz tak wspomina narodziny swojego pomysłu:

Któregoś dnia zobaczyłem mojego Jasia, jak wybiega z lasu: zaróżowiony nosek, odstające uszka, grzywka spadająca na czoło. Pomyślałem, że tak powinien wyglądać Colargol!

Produkcja kolejnych serii trwała ponad trzynaście lat, w tym czasie na ekran trafiły 53 opowieści o ciekawych zdarzeniach z codziennego życia misia. Colargol zrobił karierę także w innych krajach: w Stanach Zjednoczonych nazywał się Barnaby, w Kanadzie – Jeremy, a w Izraelu – Kolorgal. Francuski producent skorzystał z pracy polskiego Se-ma-fora i sprzedał nagrane odcinki, nie informując o tym łódzkich filmowców.

Współczesne bajki animowane są często jak efemerydy – pojawiają się i wkrótce znikają, całkowicie zapomniane. Takie tytuły, jak Bolek i Lolek czy Reksio gromadziły widzów przed telewizorami przez długie lata. Większość dzieci, wieczorami, z niecierpliwością i z autentycznymi emocjami, śledziła losy ulubionych bohaterów, trzymając kciuki za powodzenie ich mniej lub bardziej szalonych planów. Ten sentyment można od czasu do czasu odświeżyć – tak dobrze znane nam postaci nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa!

Obrazek wyróżniający:  Kadr z filmu: „Miś Uszatek” Se-ma-for 1975-1987.