Inność na wielkim ekranie

W społecznej rzeczywistości od wieków kształtowały się mniejszości, wyróżniające się odmienną orientacją seksualną, rasą, narodowością, wyznaniem czy światopoglądem. Niestety przez wiele lat stawały się one ofiarami ataków i nietolerancji. Problem ten pozostaje zresztą nadal aktualny.

Dziś, gdy globalizacja postępuje z dnia na dzień, tolerancja coraz prędzej zyskuje na znaczeniu. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest wpisana w kanon dzisiejszej mody. W tym kontekście przywołujemy pojęcie poprawności politycznej, czyli używania języka wyrażającego szacunek i poważanie w każdej sytuacji. To zjawisko dostrzec możesz w popkulturze – w końcu nikt inny nie zdefiniuje go tak dobrze jak masowy odbiorca.
W ostatnich latach film, literatura, muzyka oraz świat celebrytów, do którego uwielbiamy zaglądać, są przepełnione przedstawicielami mniejszości. Zgodnie z założeniami poprawności politycznej, dba się o ich bezpieczeństwo i równość względem reszty. Na wielu forach dyskusyjnych ścierają się ze sobą internauci reprezentujący dwa antagonistyczne obozy. Jedni z nich, poprawni politycznie liberałowie, uważają że jeśli w danej produkcji brakuje: pary homoseksualnej (opcjonalnie singla), murzyna, żyda, transseksualisty i osoby niepełnosprawnej, to nie jest on wart uwagi, a wręcz godny potępienia. Na przeciwległym biegunie sytuują się ludzie głoszący neonazistowskie hasła, nakazujące czarnuchom, ciapatym i pedałom… spadać na drzewo z ich ulubionych dzieł filmowych.
Do osób które z oburzenia na to, co właśnie przeczytały łapią się za głowę, spieszę z wyjaśnieniem. Sam uważam się za osobę tolerancyjną – nie stanowi dla mnie problemu to,z kim noce spędza Robert Biedroń albo że ojciec Patrycji Kazadi pochodzi z Demokratycznej Republiki Konga, a mój serdeczny przyjaciel jeździ do szkoły na wózku, a nie rowerem. Sprzeciw przeze mnie wyrażony wymierzony jest w bezrefleksyjnych wyznawców radykalnych poglądów. Wracając do tematu przewodniego, nie bez powodu podkreśliłem słowo „przepełnione”. Mniejszości z definicji występują mniej licznie niż większości, tymczasem rzucając okiem na takie produkcje jak nagrane przez Netflixa Riverdale czy 13 Reasons Why możemy zauważyć, że na kilkunastu lub kilkudziesięciu głównych bohaterów niemalże połowa reprezentuje grupę ludzi odróżniających się w jakiś sposób od reszty.

Sprzeczność merytoryczna

Odnalezienie pewnego konsensusu w sprawie udziału przedstawicieli mniejszości w produkcjach filmowych jest niebywale istotne. Co jednak z sytuacją, w której reżyser na różne możliwe sposoby oszczędza widzom zbędnego natłoku różnorodności, lecz w jednej z głównych ról w ekranizacji książki/komiksu obsadzony zostaje aktor drastycznie różniący się od literackiego protoplasty? Sprawa na pewno nie jest prosta – trzeba pamiętać, że każdy medal ma dwie strony. Za przykład weźmy postać Rolanda Deshaina, głównego bohatera sagi Mroczna Wieża autorstwa Stephena Kinga. Jak czytamy w powieści: Jego twarz była opalona, podszyta i zwietrzała. Jego włosy były czarne, choć teraz obsypane rosnącymi białymi smugami. Jego oczy były jego najbardziej uderzającą cechą. Były niebieskie, zimne i spokojne. Jednak ku ogromnemu zaskoczeniu fanów serii zamiast odrobinę młodszego Clinta Eastwooda jako odtwórca tej postaci na wielki ekran trafił czarnoskóry Idris Elba, świetny aktor, którego mogliśmy podziwiać w Lutherze, Prometeuszu, Avengers czy Pacific Rim. Skąd jednak pomysł na obsadzenie go w roli białego rewolwerowca? Podobna sytuacja dotyczy komiksu o Spidermanie i Perry’ego White’a – naczelnika gazety Daily Planet, który od pierwszych wydań z lat czterdziestych przedstawiany był jako potężny biały mężczyzna po pięćdziesiątce. W ekranizacji pod wodzą Zacka Sydera z kolei zagrał go Lawrence Fishburne. Oczywiście zaistniało kilka odwrotnych sytuacji jak na przykład rola Bena Afflecka w Operacji Argo lub Jamesa D’Arcy’iego z Atlasu Chmur – rodowity Brytyjczyk wcielił się tam w postać Koreańczyka.

Poprawność polityczna w świecie magii

Kolejnym interesującym zdarzeniem było powierzenie roli najbliższej przyjaciółki Harry’ego Pottera czarnoskórej aktorce Nomie Dumezweni w powstałym w ubiegłym roku internetowym serialu pod tytułem Hermione Granger and the Quarter Life Crisis. Odbiło się to szerokim echem wśród fanów serii i (jak zwykle) zdania były podzielone – od oburzenia przez zdziwienie, aż do zadowolenia. Mieszane nastroje uspokoiła dopiero postem na Twitterze J.K. Rowling, wyrażając swoją opinie na ten temat : Kanon: brązowe oczy, kręcone włosy i szalenie inteligentna. Biała skóra nigdy nie była określona. Rowling uwielbia czarną Hermionę.

Jedno jest pewne – różnorodność w świecie filmu staje się współcześnie powszechnie przyjętą normą, a głosy dywagujące nad słusznością zaangażowania mniejszości w życie mediów, jeszcze długo (o ile w ogóle) nie zamilkną. A w którym szeregu ty się znajdujesz?


Dodaj komentarz