O PRL z perspektywy wokandy

O „czasach słusznie minionych” – jak zwykliśmy nazywać poprzedni polski ustrój polityczny – napisano już bardzo wiele. Tym trudniej jest o nową, naprawdę wartościową pozycję traktującą o tym okresie historii. Jednak czasem się to udaje. Takim chlubnym przykładem jest książka „PeeRel zza krat” Heleny Kowalik, która ukazała się w minionym roku w wydawnictwie PWN.

Autorka postanowiła ukazać PRL z perspektywy spraw sądowych toczących się w tamtych czasach. I choć może się wydawać, że to nic odkrywczego – zwłaszcza że żyjemy w epoce fascynacji historiami żołnierzy wyklętych, które często znajdywały swój finał właśnie w PRL-owskich sądach – to jednak Kowalik postanowiła ukazać procesy inne niż słynne polityczne rozprawy z tamtych czasów.

Na kartach książki znajdziemy na przykład zapis z groteskowego procesu klasy licealistów, których w latach 40. sądzono za spisek przeciwko… „podwalinom socjalistycznego państwa”. Jest też sprawa szmuglowania dzieł sztuki na Zachód, jak i wątek słynnego Władysława Mazurkiewicza – tzw. „eleganckiego mordercy”, człowieka o fizjonomii amanta, który miał odpowiadać za zabójstwa dokonane na sześciu osobach. Przekrój tematów jest więc szeroki.

Z honorami dla konsula

Niezwykle barwna okazuje się sprawa fałszywego konsula Austrii, który „grasował” w Polsce pod koniec lat 60. To wtedy, znany już organom ścigania i karany w przeszłości więzieniem za podobne czyny, oszust o wielu nazwiskach (znany choćby jako Jacek Silberstein czy – bardziej pospolicie – Czesław Śliwa) postanowił przeprowadzić „akcję życia”.

We Wrocławiu powołał do życia fikcyjny konsulat generalny Austrii, na którego czele stanął. Siedzibą został miejscowy hotel Monopol, którego dyrekcję uspokajał twierdzeniami, że wszelkie zaległe rachunki ureguluje w swoim czasie ambasada Austrii.

Z czasem Silberstein zgromadził wokół siebie całą świtę naiwnych ludzi, którzy udzielali mu pożyczek w zamian za prestiżowe stanowiska w jego konsulacie. Oszust był na tyle bezczelny, że udał się nawet do Warszawy, gdzie złożył na ręce najwyższych państwowych organów dyplomatyczne listy uwierzytelniające. Były to rzecz jasna samodzielnie przygotowane, napisane w zmyślonym przez siebie języku (na kartce wyrwanej z zeszytu!) fałszywki.

Wkrótce Służba Bezpieczeństwa wpadła na trop wyjątkowo zuchwałego oszusta i aresztowała go. Stało się to jednak i tak dość późno – dopiero po zwróceniu się przez hotel Monopol do ambasady Austrii o spłatę zaległości znajdującego się na terenie hotelu konsulatu Śliwy. Proces oszusta trwał wyjątkowo krótko i w jego wyniku zapadł wyrok skazujący na siedem lat więzienia. Po niespełna dwóch latach odsiadki Śliwa zmarł w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, a jego grób na wrocławskim Cmentarzu Osobowickim nie przetrwał do naszych czasów – nie został bowiem na czas opłacony.

Wampir-maturzysta

Duże wrażenie robią także – co oczywiste – opisy spraw seryjnych morderców grasujących w Polsce Ludowej. Szczególnie mroczna jest przybliżona w książce sprawa Karola Kota –słynnego „Wampira z Krakowa”. W latach 60. tajemniczy seryjny morderca grasował po grodzie Kraka wywołując istną psychozę strachu wśród mieszkańców. Zabił dwie osoby, ale podjął także dziesięć nieudanych prób podobnych zbrodni. Ludzie bali się wychodzić po zmroku na ulice.

W toku milicyjnego śledztwa ustalono w końcu, że za zbrodnie odpowiada zamieszkały na Kazimierzu… maturzysta. Chłopak od zawsze przejawiał fascynacje przemocą, bronią i wojskowością. Opinię publiczną zaszokował jednak tak młody wiek sprawcy.

Podczas procesu oskarżony bez pardonu przyznał się do winy i ze szczegółami opisywał kolejne zbrodnie, podkreślając jaką satysfakcję mu dawały. Wyrok był łatwy do przewidzenia – Kot otrzymał karę śmierci. Jednak na skutek apelacji, Sąd Najwyższy zmienił zasądzony dla tego młodego człowieka wyrok na dożywotnie pozbawienie wolności. Korzystając z ówczesnych możliwości prawnych Prokurator Generalny nieugięcie stał na swoim stanowisku w efekcie czego kolejny, ostateczny już wyrok był jednoznaczny – kara śmierci przez powieszenie.

16 maja 1968 „Wampir z Krakowa” Karol Kot, zgodnie z orzeczeniem sądu, został stracony. Badania przeprowadzone na jego zwłokach wykazały, iż cierpiał na rozległego guza mózgu, co zdaniem wielu może tłumaczyć tak jednoznaczne i aspołeczne zbrodnicze skłonności.

Garść reportaży

Od strony stricte technicznej na książkę „PeeRel zza krat” składa się zbiór reportaży, które autorka publikowała na przestrzeni ostatnich kilku lat – głównie w tygodniku Wprost. Teraz doczekały się one zebrania, uporządkowania w cztery sekcje tematyczne i wydania w zgrabnej formie książkowej przez PWN.
Gwarancją wysokiej jakości publikacji jest też fakt, iż jej autorka od wielu lat pracuje jako korespondentka prasowa – jej sprawozdania z procesów sądowych ukazują się na łamach wielu poczytnych tytułów. Ma też na koncie wiele książek – w tym analogicznych do tego zbiorów reportaży.

Historyczna podróż w czasie

Wnikając w treść serwowanych przez Kowalik, z iście literackim rzemiosłem, relacji z procesów znajdujemy się tak naprawdę w samym środku minionej epoki. Mamy przy tym okazję sączyć klimat i obyczajowość tamtych czasów. Jak w soczewce podglądamy codzienne życie Polski Ludowej. To z pewnością wielki, historyczny walor tej publikacji.
Czytając tę książkę wchodzimy też w dziwaczny świat sądowych realiów, gdzie absurdalność zarzutów – stawianych częstokroć zupełnie niewinnym oskarżonym – miesza się z prawdziwymi zbrodniami, wyrastającymi z mroków ludzkiej duszy (a więc odwiecznym elementem składowym każdej sali sądowej świata). Ta dziwna hybryda również dowodzi jak specyficzna była rzeczywistość epoki PRL, w której wielkie zło mogło równie dobrze kryć się na ławie oskarżonych, jak i w składzie orzekającym sądu. Nigdy nie było pewne które okażą się bardziej wpływowe.


Dodaj komentarz