Kij w mrowisku

3 osoby, 3 charaktery, 3 miasta – łączy je jedno: wszyscy są sojusznikami osób LGBT+. Choć nie zawsze jest łatwo, nie poddają się i demonstrują swoje postulaty w walce o równouprawnienie. Według danych Kampanii Przeciwko Homofobii w Polsce żyją około 2 miliony osób LGBT. Dlaczego w marszach muszą domagać się swoich praw?

Po pierwsze: równouprawnienie
Pierwsza w Polsce parada równości przeszła ulicami Warszawy w 2001 roku. Wraz z biegiem lat, do stolicy Polski dołączyły kolejne miasta, m.in. Poznań, Kraków, Łódź, Gdańsk, a w tym roku Szczecin. I choć miejsca zgromadzeń są różne, to wszystkim marszom przyświeca jeden cel – równość. – Głównymi postulatami są: równouprawnienie małżeńskie lub związki partnerskie, edukacja seksualna, dostęp do antykoncepcji, antydyskryminacja, ochrona przed przemocą, w tym przemocą domową, regulacje prawne dot. ustalenia i zmiany płci itp. – tłumaczy mi Miłosz, który w marszach bierze udział od kilku lat. Bogna z gdańskiego stowarzyszenia Tolerado dodaje – Zależy mi żeby w naszym kraju było bezpiecznie dla każdego i żeby każdy mógł się w nim dobrze czuć, bez względu na takie śmieszne rzeczy, jak orientacja, pochodzenie, czy religia. Obawy o bezpieczeństwo wydają się uzasadnione, bowiem nie raz można przeczytać w mediach informacje o atakach na osoby homoseksualne. Jednym z ostatnich takich przypadków jest pobicie zwycięzcy piątej edycji programu Top Model, Radka Pestki.

Butelka vs człowiek
Mój pierwszy marsz był w Gdańsku. Jak pierwszy raz zauważyłam powiewającą na mieście tęczową flagę dumnie i bez strachu, to było wyzwalające – wspomina swój pierwszy marsz Bogna. Mateusz, z którym spotykam się w jednym ze szczecińskich barów szybkiej obsługi, mówi w podobny sposób. Dowiaduję się, że na pierwsze marsze wybierał się ze znajomymi. Gdy przechodzimy do tematu tegorocznej szczecińskiej manifestacji, odnoszę wrażenie, że to ona była dla niego najważniejsza. Oprócz tego, że brał udział w jej organizacji, to właśnie na niej pojawiła się jego mama, która powoli przekonuje się do orientacji syna. Z czego wynika – u niektórych rodziców – negatywne nastawienie, gdy dowiedzą się, że ich dzieci nie są heteroseksualne? Być może z obawy o to, że ktoś zrobi im krzywdę. Sam rozmawiając z Mateuszem, gdy widzę przechodzącego obok nas mężczyznę po 40-tce w koszulce Polski Walczącej, lekko ściszam głos. W końcu w dzisiejszych czasach rozmawianie o społeczności LGBT nie zawsze jest bezpieczne. A na pewno nie w Szczecinie. Przekonałem się o tym robiąc materiał z tegorocznego marszu równości w niniejszym mieście dla rozgłośni radiowej, w której pracuję. Tuż obok radośnie maszerujących osób, mężczyźni w białych koszulach wykrzykiwali hasła „Zakaz pedałowania” oraz „Chłopak, dziewczyna – normalna rodzina”. O ile przemoc słowna może wyrządzić jedynie szkody psychiczne, o tyle butelki, które zostały skierowane w stronę manifestujących – niekoniecznie. Mateusz opowiada mi o innym zachowaniu dwóch kobiet – Tańczyły, ale jednocześnie pokazywały w naszym kierunku środkowe palce. Obok nich stały dzieci.

Golasy na ulicy w biały dzień
Pewnie natknęliście się kiedyś w telewizji na materiał z marszu równości, w którym widoczne są osoby nagie, wyzywająco ubrane lub zachowujące się wulgarnie? Moi rozmówcy słysząc pytanie o tego typu zachowania tylko lekko się uśmiechają – To tak nie wygląda. Nie widziałem żadnej osoby, na marszach, na których byłem, która by się tak zachowywała – mówi Mateusz. Natomiast Miłosz opisuje mi przebieg jednego z marszów, w którym brał udział. – Zaczęło się od przemówień, apeli, spraw formalnych – zawiązania zgromadzenia itp., a potem przemarsz. Całą drogę towarzyszyła nam muzyka z samochodu na czele. Podczas maszerowania były okrzyki, hasła, powiewanie flagami itp. – jak to na marszu. Na samym końcu wszyscy zaczęli tańczyć na ulicy do „I will survive”. Bogna z Gdańska opowiada mi także o wydarzeniach, które niejednokrotnie towarzyszą marszom. – Kilka dni przed są organizowane różne wydarzenia związane z nim, takie jak: warsztaty, czy pokazy filmów, dyskusje, spotkania z ciekawymi ludźmi. W tym roku zrobiliśmy też grę miejską.

Po co to wszystko?
Wbrew hejtowi społecznemu i atakom ze strony narodowców moi rozmówcy nie planują zaprzestać udziału w manifestacjach. Mateusz opowiada mi nawet o swoich planach zrobienia swego rodzaju tournée po imprezach w całej Polsce. W tym roku mu się to nie udało, ale kto wie, może za rok? Miłosz podkreśla natomiast wagę parady równości dla polskiego społeczeństwa. – Takie marsze są potrzebne. Zarówno dla osób LGBT+, jak i dla hetero. To trochę jak z wyborami – jak nie głosujesz, to nie narzekaj na wybranych. Podobnie tutaj – jeśli nie walczysz o prawa osób LGBT+, nie narzekaj, jeśli jest źle. Ja bardzo chcę, żeby było lepiej w Polsce. Dla mnie, chłopaka, przyjaciół, dla wszystkich. Na wszystkich zależy także Bognie z Tolerado. – Zależy mi na równości społecznej, na postulatach, o których mówimy. Dlatego chodzę na marsze oraz dlatego, że to jest fajna zabawa. Czy z tej swego rodzaju zabawy wyniknie kiedyś spełnienie choć części postulatów głoszonych przez uczestników manifestacji? Na to musimy pewnie jeszcze trochę poczekać…


Dodaj komentarz